Wojna handlowa: uzgodniono “pierwszą fazę” porozumienia

Ekspres USA nr 34, red. Anna Bielecka

  • Trump nakazuje wycofanie amerykańskich oddziałów z północnej Syrii
  • Wojna handlowa: uzgodniono „pierwszą fazę” porozumienia
  • Nadmierna regulacja – poważne zagrożenie dla amerykańskiej gospodarki
  • O’Bourke zaognia debatę o relacjach na linii państwo-Kościół
  • Zmodernizowana triada nuklearna jest najlepszą formą odstraszania
  • Ameryka potrzebuje Wojskowych Sił Kosmicznych
  • Kluczowe momenty debaty kandydatów Partii Demokratycznej
  • “Nadszedł czas by znieść Kolegium Elektorów”

Trump nakazuje wycofanie amerykańskich oddziałów z północnej Syrii

13 października prezydent USA rozkazał wycofać pozostające w północnej części Syrii oddziały amerykańskiej armii, jak podał sekretarz obrony Stanów Zjednoczonych Mark Esper. Tym samym terytorium uzyskane przez USA i Kurdów, w walce z ISIS, przejmie Moskwa i Damaszek.

Amerykanie uzasadniają, że nie chcieli znaleźć się pomiędzy dwoma nacierającymi armiami. Później okazało się, że główny sojusznik Waszyngtonu w walce z ISIS, czyli Siły Demokratyczne Syrii (SDF) pod wodzą Kurdów, stara się dogadać z Damaszkiem i Moskwą przeciwko Ankarze (co zresztą się stało po ogłoszeniu decyzji prezydenta).

Rozkaz Trumpa wydany został w czasie, kiedy siły tureckie nacierały na południe, w głąb Syrii. Istnieje obawa ze strony Waszyngtonu, że siły USA znajdą się zdane same na siebie, a także dojdzie do starcia z nieregularnymi tureckimi oddziałami przebranymi za żołnierzy SDF.

Republikanie ostro krytykują decyzję prezydenta, podkreślając że jest to zdrada sojusznika, Kurdów i zyska na tym Państwo Islamskie. Co ważniejsze zaś, opuszczenie sojusznika osłabi wiarygodność Ameryki, na korzyść Rosji, Chin i Iranu.

Esper broni decyzji prezydenta, mówiąc, że Amerykanie pozostaną w ścisłej współpracy z SDF, ale nie po to są w Syrii, by stać pośrodku wieloletniego konfliktu turecko-kurdyjskiego.

Wycofanie się oddziałów amerykańskich nastąpić ma w przeciągu „dni lub kilku tygodni”. Trump planuje również nałożenie „potężnych sankcji” na Turcję, w związku z jej atakami na ludność cywilną i cywilną infrastrukturę.

“Słabość i brak kompetencji okazywane przez prezydenta w kwestiach bezpieczeństwa narodowego jest oszałamiająca – zamiast nakazać Erdoganowi wstrzymanie ataku, prezydent Trump jest w pełnym odwrocie. To hańba.” – tak senator Jack Reed (członek Armed Services Committee) zareagował na decyzję prezydenta o odwrocie po rozmowie telefonicznej z Recepem Tayyipem Erdoganem, podczas której dowiedział się o planowanym ataku Turcji na terytorium zajmowane przez Syryjskie Siły Demokratyczne, do niedawna wspierane przez US Army.

Według sekretarza obrony Marka T. Espera, atak ze strony Turków był nieunikniony, a administracja amerykańska wycofała wojska aby uniknąć konfliktu z członkiem NATO, dodając jednocześnie, że “zachowania Turcji w ostatnich latach były okropne, można powiedzieć że wypadają z zachodniej orbity”.

Sam Donald Trump wydaje się być niewzruszony falą krytyki i bronił swej decyzji na Twitterze: „Kurdowie i Turcja walczyli ze sobą przez wiele lat. Turcja uznaje PKK za najgorszą z organizacji terrorystycznych. Inni mogą zechcieć dołączyć do walki, opowiadając się za jedną z dwóch stron. Pozwólmy im! Bacznie obserwujemy sytuację. Nieskończone wojny!”.

Pomimo pewności prezydenta, skutki odwrotu amerykańskich sił zostały niezwłocznie wykorzystane przez wrogów Stanów Zjednoczonych. W staraniach o zatrzymanie tureckiej ofensywy, kurdyjskie Syryjskie Siły Demokratyczne osiągnęły porozumienie z reżimem Baszara al-Assada, w ramach którego syryjska armia (SAA) miałaby wysłać wojska na granicę z Turcją. Wkrótce po ogłoszeniu wspomnianej umowy, Syryjska Agencja Prasowa potwierdziła dotarcie żołnierzy reżimu do północnej prowincji Hasakah. Według ekspertów z Le Beck International, nie tylko Assad skorzystał z odwrotu Amerykanów. Raport bahrańskiego think-tanku wykazał również znaczny wzrost rosyjskich wpływów w rejonie.

Źródło: CNN, Fox News (1) (2),The Washington Post; Twitter; SANA; Le Beck International (Daily Security Brief, 14.10. 2019)


Wojna handlowa: uzgodniono “pierwszą fazę” porozumienia

W czwartek 10 października Donald Trump oznajmił że spotka się z wicepremierem Chin Liu He w celu przeprowadzenia negocjacji handlowych między Stanami Zjednoczonymi a Państwem Środka, a zgodnie z doniesieniami Bloomberg News podczas rozmów może dojść do wstrzymania planowanego zwiększenia ceł w zamian za pakt walutowy. Raport New York Times’a donosi również, że amerykańska administracja planuje pozwolić swoim firmom na ograniczony handel z koncernem Huawei.

Rozmowa odbyła się dzień po jej zapowiedzi i według raportów CNBC oraz samego Donalda Trumpa, stwarza nadzieję na zawarcie umowy, nawet jeżeli miałaby to być umowa częściowa. Podczas konferencji prasowej Trump oznajmił że spotkanie przebiegło wyśmienicie, a na Twitterze napisał: „Świetną sprawą jeśli chodzi o umowę z Chinami jest to, że z różnych powodów, nie musimy przechodzić przez ten żmudny i skomplikowany politycznie proces przegłosowywania jej przez Kongres. Kiedy warunki zostaną uzgodnione, podpiszę ją osobiście w imieniu naszego kraju. Czysto i szybko!”.

W sobotę 12 października amerykańskie agencje prasowe zaczęły publikować informacje o osiągnięciu wstępnego porozumienia. Donald Trump potwierdził wtedy, że warunki “pierwszej fazy” procesu prowadzącego do ostatecznej umowy handlowej zostały uzgodnione. Wall Street Journal informuje, że to Chiny były wygranym negocjacji z 11 października, w wyniku których prezydent Trump zdecydował się na odwołanie zwiększenia ceł planowanego na 15 października. Chiny rzekomo zadeklarowały kupno amerykańskich produktów rolnych, których łączna wartość mogłaby sięgać aż 50 miliardów dolarów, jednak informacja ta nie została potwierdzona przez chiński rząd.

W przeciwieństwie do amerykańskich publikacji, chińskie media pozostają sceptyczne co do intencji amerykańskiej administracji. Według ekspertów z People’s Daily, Chiny i Stany Zjednoczone zrobiły krok w stronę rozwiązania problemu i dodają, że Amerykanie, podkreślając skłonność do zawarcia umowy faworyzującej USA, zapominają o tym, iż obopólne korzyści są kluczowym warunkiem osiągnięcia jakiegokolwiek porozumienia.

Źródła: Twitter; CNBC; Bloomberg; People’s Daily; WSJ; NYT;


Nadmierna regulacja – poważne zagrożenie dla amerykańskiej gospodarki

Plany prezydenta Trumpa odnośnie regulacji zakładają reformę procesu ich tworzenia, jak również zniesienie kilku istotnych ograniczeń. Trump wydał o 55% mniej “istotnych” regulacji niż poprzedni prezydent Barack Obama, czyli 121 w porównaniu do 223.

Zaskakuje jednak postawa prezydenta dotycząca większej regulacji Internetu. Niewłaściwe działanie może doprowadzić do całkowitej dominacji internetowych gigantów, na co zresztą oni liczą, popierając wysiłki rządu.

Nie mniej jednak, mniejsza liczba regulacji jest istotna dla rozwoju gospodarki. Według Heritage Foundation stan obecny, na który składa się ponad 185 000 stron prawa federalnego, dalej utrudnia inwestycje, innowacje i tworzenie miejsc pracy. Jak wyliczyło Biuro Informacji i Spraw Regulacyjnych amerykański sektor prywatny jest teraz obciążony robotą papierkową w liczbie 11,2 miliardów godzin rocznie kosztujących 139,5 miliardów dolarów.

Prezydent może jednak samodzielnie  byćw stanie poradzić sobie z nadmierną regulacją państwa. Kongres i sądownictwo powinny także dołożyć wysiłków by z jednej strony ograniczyć przyszłe regulacje, a z drugiej zreformować obecną sytuację.

Eksperci Heritage Foundation podkreślają, że w porównaniu do beneficjentów regulacji, rodziny o niskich dochodach i seniorzy o stałym dochodzie odczuwają skutki tego typu prawa najbardziej, ponosząc znaczne koszty. Wydawanie pieniędzy podatników na “modne” problemy i inne zagrożenia (np. globalne ocieplenie) wyczerpują zasoby, które mogłyby być wykorzystane na faktyczną poprawę środowiska naturalnego, np. zanieczyszczoną wodę pitną czy skażoną glebę.

Źródło: The Heritage Foundation

O’Bourke zaognia debatę o relacjach na linii państwo-Kościół

 Sprawa konferencji na temat praw osób LGBTQ zdominował w ubiegłym tygodniu kampanię wyborczą wśród kandydatów na prezydenta USA z ramienia demokratów. Najszerszym echem odbiła się wypowiedź Beta O’Rourke сugerująca odebranie przywilejów instytucjom religijnym sprzeciwiającym się małżeństwom jednopłciowym.

Żadna instytucja nie powinna być obdarowana publicznymi dotacjami czy zwolnieniami podatkowymi, jeżeli nie opowiada się w pełni za prawami człowieka i obywatela” – powiedział O’Rourke pytany o możliwość pozbawienia zwolnień podatkowych college’ów czy instytucji religijnych oponujących przeciwko małżeństwom jednopłciowym.

Stanowisko demokratycznego pretendenta do urzędu prezydenta USA spotkało się z gwałtowną krytyką po obu stronach politycznej barykady. Republikanie zarzucają O’Rourkowi głoszenie poglądów sprzecznych z pierwszą poprawką do Konstytucji, zapewniającą wolność religii. Demokraci obawiają się z kolei, że jego wypowiedź zagrozi ich poparciu wśród religijnych wyborców.

Wypowiedź O’Rourke’a jeszcze bardziej zaognia toczący się w Stanach Zjednoczonych spór dotyczący miejsca religii w nowoczesnym społeczeństwie. W przedwyborczym roku opinię publiczną rozgrzewa już temat prawa do odmowy wykonania usługi ze względów religijnych (przykład cukiernika z Kolorado, który w 2012 roku z powodów religijnych odmówił parze gejów przygotowania dla nich tortu weselnego) oraz los wspieranych przez organizacje religijne tzw. heart-beat bills – ustaw ograniczających prawo do aborcji.

Źródła: NBC News, The Atlantic


Zmodernizowana triada nuklearna jest najlepszą formą odstraszania

Chińskie, rosyjskie i północnokoreańskie postępy technologiczne w cyberprzestrzeni i technologii kosmicznej oznaczają, że Pacyfik nie jest buforem bezpieczeństwa dla terytorium USA – stwierdził generał Sił Powietrznych USA, Timothy Ray na konferencji (Air Force Association’s Air-Space and Cyber Conference).

Dodał on też, że Ameryka musi zmodernizować cyberobronność a także kosmiczną obronę, jak również utrzymać triadę nuklearną, aby zapewnić bezpieczeństwo swoim obywatelom i sojusznikom.

Obecnie triada ta składa się z bombowców strategicznych (156), rakiet międzykontynentalnych (400) i łodzi podwodnych – wszystkie wyposażone są w głowice atomowe. Analogiczny system posiadają również Chińczycy i Rosjanie.

Ray podkreślił, że wśród sojuszników i partnerów tylko Amerykanie dysponują rakietami międzykontynentalnymi i bombowcami strategicznymi. Dodatkowo potrzeba pomiędzy 225 a 386 samolotów tego typu, by osiągnąć pułap niskiego zagrożenia, a także nowszych jednostek, gdyż obecne bombowce B-52 i B-2 są przestarzałe, a dla produkcji ich następcy – B-21 – potrzebne są jeszcze lata.

Odnośnie zaś rakiet międzykontynentalnych, Ray zaznacza, że nie ma planów na nową broń. Obecnie używane Minuteman III zostały wprowadzone do użytku w 1970 roku.

Co do łodzi podwodnych, to te, które są na stanie czyli 18 jednostek klasy Ohio, będą zastąpione klasą Kolumbia za wiele lat, podobnie jak bombowce.

:Żyjemy z bardzo starodawną flotą stwierdził Ray. Kongres zatwierdził finansowanie na zmodernizowanie triady nuklearnej, jednak zajmie to przynajmniej kilka lat i do tego czasu musimy myśleć jak wykorzystać te zasoby mądrze – podsumował generał.Źródło: Departament Obrony USA

Ameryka potrzebuje Wojskowych Sił Kosmicznych

Armia amerykańska i sektor prywatny są uzależnione od dostępu do przestrzeni kosmicznej. Zadaniem Departamentu Obrony, jak podaje jego urzędnik, jest zapewnienie tego dostępu, jak również utrzymanie amerykańskiej przewagi w kosmosie.

Amerykańskie interesy w kosmosie rozszerzają się, podobnie zresztą jak zagrożenia – komentował ostatnio ekspert Stephen L. Kitay na panelu dyskusyjnym AFCEA. Chiny mają technologię do zestrzeliwania satelit rakietami od 2007 roku. Rosja od zeszłego roku posiada lasery do osiągania tego samego efektu. Zagrożenie jest więc realne.

Departament Obrony widzi przestrzeń kosmiczną jako strefę starcia. Potrzebna jest szósta gałąź sił zbrojnych, która zjednoczy wysiłki dotyczące kosmosu. Amerykanie będą także musieli stworzyć dla nich nową tożsamość i kulturę skupioną wokół przestrzeni kosmicznej.

Podobnie jak to wygląda obecnie, wcześniej pojawiła się potrzeba, w 1947 roku, aby utrzymać przewagę powietrzną i zapewnić wsparcie z powietrza siłom naziemnym. Utworzono wtedy Powietrzne Siły Zbrojne, które wyodrębniono z Armii Lądowej.

Źródło: Departament Obrony USA

Kluczowe momenty debaty kandydatów Partii Demokratycznej

W ubiegły wtorek miała miejsce debata kandydatów partii demokratycznej w prawyborach prezydenckich, która odbyła się na Uniwersytecie Westerville, Ohio. Wzięli w niej udział wszyscy kandydaci demokratów, włączając w to faworytów: senator Warren i senatora Bidena

Pierwsza z nich swoje wystąpienie oparła w większości na kwestiach podatkowych, choć starała się unikać pytań dotyczących opodatkowania średniej klasy. Potwierdziła, że popiera program Opieki Medycznej dla Wszystkich forsowany przez senatora Sandersa – jednego z  jej głównych konkurentów. Argumentowała przy tym, że jego finansowanie opierałoby się na zwiększeniu podatków najbogatszej grupy Amerykanów przy obniżonych kosztach opieki dla najuboższych.

Tymczasem Biden musiał przede wszystkim zmierzyć się z oskarżeniami w stosunku do afery w którą wplątany jest obecny prezydent USA oraz syn Bidena, Hunter, z interesami oligarchów na Ukrainie w tle. Biden stanął w obronie syna, zrzucając całą winę na Trumpa i jego chęć na wyeliminowanie największego zagrożenia ze strony demokratów.

Poza tymi fragmentami, ciekawymi wydarzeniami podczas debaty był spór Buttgiega i O’Rourke odnośnie prawa do dostępu do broni, pierwszy z nich utrzymywał, że obecne przepisy są nieskuteczne i wymagają zaostrzenia, podczas gdy drugi bronił swojego stanowiska, że Amerykanie są obywatelami stosującymi się do ustanowionych norm prawnych, a problem z dostępem do broni ma swoje źródła gdzie indziej.

Naturalnym tematem przewodnim w wystąpieniu Berniego Sandersa był, wspomniany powyżej, program jego autorstwa – Opieka Medyczna dla Wszystkich. W tle pojawiły się wątpliwości co do zdrowia samego senatora. Sanders zaprzeczył, jakoby cokolwiek mu dolegało i zarzekał się, że mimo wieku (77 lat) trzyma się nadzwyczaj dobrze i jest gotów na objęcie fotela prezydenckiego.

Co ciekawe, jednym z tematów angażujących wszystkich występujących kandydatów było konto Trumpa na Twitterze i publikowane przez niego wiadomości, a także sam styl, w jakim obecnie urzędujący prezydent dzieli się swoimi przemyśleniami.

Według znacznej części komentatorów, opisana debata nie wyłoniła zdecydowanego faworyta, gdzie szczególnie liczono na bardzo dobre wystąpienia Warren i Bidena.

Źródło: CNBC

W związku ze zbliżającymi się wyborami prezydenckimi w Stanach Zjednoczonych do dyskursu wśród amerykańskich ekspertów powracają kwestie ustrojowe. Poniżej przedstawiamy podsumowanie tekstu jednego z autorów Brookings Institute – Darella M. West’a, który zachęca w nim do rozważenia likwidacji instytucji elektorów.

“Nadszedł czas by znieść Kolegium Elektorów”

 Autor rozpoczął swój tekst od krótkiej genezy i przyczyn, dla których twórcy Konstytucji Stanów Zjednoczonych powołali do życia instytucję Kolegium Elektorów. Przywołał on argument jednego z nich, Alexandra Hamiltona, którego zdaniem instytucja ta była kompromisem pomiędzy małymi i dużymi stanami. Wielu ówczesnych obawiało się, że stany takie jak Massachusetts, Nowy Jork, Pensylwania czy Wirginia zdominują obsadzanie fotela prezydenckiego. W następnej części swojego tekstu West opisuje jego zdaniem wadliwość i zagrożenia związane z funkcjonowaniem Kolegium Elektorskiego.

Pisze on, że przy większości wyborów Kolegium spisywało się bez zarzutu, gdzie wyborcy danego stanu oddawali swoje głosy, a jednocześnie kandydat, który dostawał całą pulę głosów elektorskich. Autor zaznacza jednak, że zdarzały się przypadki poważnych kryzysów,  kiedy powyższy mechanizm „zacinał się”. Większość przykładów autora skupia się na XIX wieku, ale podaje on również sytuację z wyborów w 2000 roku, kiedy to rywalizacja pomiędzy Georgem W. Bushem a Alem Gorem była bardzo zacięta, de facto wynik zależał od tego, kto otrzyma głosy elektorów ze stanu Floryda. Wyniki tego głosowania zostały podważone z uwagi na wiele nieścisłości związanych z samą procedurą oddawania głosów przez elektorów, którzy mogli być zmyleni formą oddawania głosu. Wszystko skończyło się dosyć skomplikowaną batalią prawną pomiędzy Sądem Najwyższym stanu Florydy a Sądem Najwyższym Stanów Zjednoczonych, której ostatecznym efektem było uznanie przez ten drugi, że rację miały zarzuty sztabu Busha co do pomysłu Sądu stanowego by wezwać elektorów do złożenia zeznań co do oddanych przez nich głosu w ramach ich weryfikacji. Tym samym pulę głosów elektorskich przejął kandydat Republikanów i zdobył fotel w Białym Domu (pomimo że Gore zebrał prawie pół miliona głosów wyborców więcej).

 Następnie autor podkreśla, że przy wyborze obecnie urzędującego prezydenta, również narosły pewne kontrowersje związane z tą instytucją. Trump przegrał wybory powszechne różnicą prawie 3 milionów głosów, ale uzyskał większość w wyborach elektorskich, co uczyniło go piątym prezydentem USA, który zasiadł w Białym Domu pomimo przegranych (liczebnie) wyborów powszechnych.

Na marginesie West przypomina, że choć zgodnie z niepisanym prawem, elektor powinien głosować zgodnie z wolą wyborców stanu, który reprezentuje, ale zdarzały się i zdarzać się mogą przypadki gdzie elektor zagłosował przeciwnie, co tworzy pewną niepewność tej instytucji.

Dalej autor przechodzi do argumentowania kolejnych podstaw do zniesienia Kolegium Elektorów. Jego zdaniem właśnie ta pełna swoboda elektorów, którzy mogą głosować przeciwnie do woli wyrażonej przez wyborców danego stanu. Ale West idzie dalej, gdyż wskazuje, że jego zdaniem, dużo większe zagrożenie stanowi obecna struktura społeczna Stanów. Mówi on, że przy coraz większej polaryzacji, szczególnie ekonomicznej, Kolegium Elektorów może stać się grupą reprezentującą stosunkowo niewielką część społeczeństwa, mając przy tym decydujący wpływ na wybór najważniejszej osoby w państwie. Na poparcie swoich tez autor przytacza badania opinii publicznej w Stanach, gdzie na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci wzrastała niechęć obywateli amerykańskich do Kolegium Elektorskiego, by w 2019 osiągnąć poziom 50% badanych opowiadających się za wprowadzeniem formuły wyborów bezpośrednich (wg. badania Politico i Morning Consult).

Swój tekst West konkluduje istnieniem uzasadnionej potrzeby zmiany Konstytucji USA w taki sposób aby zmienić sposób wyboru prezydenta poprzez przyjęcie modelu wyborów bezpośrednich. Na zakończenie autor formułuje swoistego rodzaju odezwę do dokonania takich zmian, ostrzegając, że utrzymanie Kolegium Elektorów doprowadzi do załamania zaufania obywateli do demokracji amerykańskiej, zaburzenia woli wyborców oraz w efekcie powstania poważnego kryzysu konstytucyjnego.

O autorze: Darrel M. West – wiceprezydent i Dyrektor Studium Zarządzania w Centrum Innowacji Technologicznych, autor Brookings Institute

Źródło:  Brookings Institute


 

Numer przygotowali:

Anna Bielecka (redaktor prowadząca) – medioznawca, dziennikarka, autorka kampanii społecznych. Absolwentka Wydziału Dziennikarstwa, Informacji i Bibliologii na Uniwersytecie Warszawskim oraz Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi. Obecnie doktorantka na Uniwersytecie Warszawskim. Ekspert w zakresie budowania strategii marketingowej i komunikacyjnej dla kampanii społecznych. Absolwentka Szkoły Przywództwa Instytutu Wolności.

Daniel Baldys – absolwent Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, a także Uniwersytetu Ritsumeikan w Kioto (na stypendium ufundowanym przez rząd Japonii). Studiował na Uniwersytecie w Bolonii. Pasjonat stosunków międzynarodowych i języka angielskiego. Absolwent Szkoły Przywództwa Instytutu Wolności.

Jakub Turkowski – aplikant radcowski. Absolwent Uniwersytetu w Białymstoku. Studiował na Uniwersytecie w Walencji i Uniwersytecie Arystotelesa w Salonikach. Współpracownik serwisu Duel Amical. Absolwent Szkoły Przywództwa Instytutu Wolności.

Damian Piłat – prawnik. Pracownik międzynarodowej firmy doradczej. Absolwent Szkoły Przywództwa Instytutu Wolności.

Maciej Grzymkowski – student Stosunków Międzynarodowych na Uniwersytecie Warszawskim, szczególnie zainteresowany polityką zagraniczną Chin, brakiem kompetencji światowych przywódców w stawianiu czoła problemom XXI wieku. Pasjonat kuchni azjatyckiej oraz samozwańczy ekspert ws. angielskiej Premier League.

 


Publikacja finansowana w ramach programu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego pod nazwą „DIALOG” w latach 2017-2019.

Ekspres USA nr 34, red. Anna Bielecka

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celu przesyłania informacji o aktualnościach, projektach oraz innych informacji o charakterze marketingowym lub edukacyjnym, na zasadach określonych Polityką Prywatności.

FreshMail.pl
 

Newsletter

Zapisz się do newslettera, by otrzymywać najważniejsze wiadomości od Instytutu Wolności

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celu przesyłania informacji o aktualnościach, projektach oraz innych informacji o charakterze marketingowym lub edukacyjnym, na zasadach określonych Polityką Prywatności.

FreshMail.pl
 

Newsletter

If you wish to sign up for a newsletter, please provide your details

I hereby agree for processing my personal data in order to send information about news, projects and other marketing or educational information, on the terms set out in the Privacy Policy.

FreshMail.pl
 

I hereby agree for processing my personal data in order to send information about news, projects and other marketing or educational information, on the terms set out in the Privacy Policy.

FreshMail.pl
 

Ich erkläre mein Einverständnis zur Verarbeitung meiner persönlichen Daten zum Zweck der Benachrichtigung über aktuelle Dinge,Projekte sowie andere Informationen mit Marketing- oder Bildungscharakter gemäß den Grundsätzen der Datenschutzerklärung.

FreshMail.pl