North Stream 2 podważy strategiczną pozycję Niemiec w Europie Środkowej.

Marek Budzisz

Wypowiedzi przedstawicieli niemieckiego rządu po ostatnim spotkaniu Putin – Merkel w zamku Meseberg wskazują na to, że Berlin nie ma intencji wycofania się z decyzji o budowie kontrowersyjnego rurociągu North Stream 2.

Jeszcze w lipcu kilkudziesięciu ekspertów ds. bezpieczeństwa z państw Europy Środkowej oraz republik Bałtyckich zwróciło się z publicznym apelem o zaniechanie jego budowy. Apel, przygotowany przez praski think tank European Values skierowany jest w gruncie rzeczy do niemieckich elit i społeczeństwa, którzy popierają ideę budowy gazociągu.

Warto zwrócić uwagę na argumenty, na które powołują się jego sygnatariusze. Ich zdaniem w dłuższej perspektywie Niemcy nie będą mogły prowadzić polityki, która jest wewnętrznie sprzeczna – z jednej strony utrzymywania wobec Rosji sankcji ekonomicznych i politycznych za aneksję Krymu i agresję na wschodzie Ukrainy, z drugiej zaś rozwijania współpracy gospodarczej z Moskwą. Wobec braku realnych postępów w procesie pokojowym na Ukrainie, budowa gazociągu powodowała będzie wzrost presji tych środowisk niemieckiego biznesu i społeczeństwa, które są zainteresowane współpracą gospodarczą z Rosją, nawet za cenę rewizji obecnej polityki rządu federalnego. W praktyce może oznaczać to zmiękczenie stanowiska wobec agresywnej polityki Kremla wymierzonej w państwa, które Rosja uznaje za swoją strefę wpływów. Nie można też zamykać oczu na to, że wzrost importu rosyjskiego gazu do Europy przyczynia się nie tylko do wzbogacenia rosyjskiej elity władzy, o czym pisał niedawno w swym raporcie analityk Sbierbanku Aleksander Fek, ale również do tego, że władze Rosji mogą kontynuować swe programy zbrojeniowe. Wszystkie dostępne dane statystyczne, skłaniają ku tezie, że nie ma żadnego związku między pomyślnością zwykłych Rosjan a wielkością eksportu rosyjskiego gazu. Realizacja projektu North Stream 2 daje też Rosji możliwość podważania jedności europejskiej, uprawiania polityki „dziel i rządź” oraz wystawienia na próbę poczucia bezpieczeństwa narodów w naszej części kontynentu.

Trudno też poważnie traktować pojawiające się argumenty zwolenników budowy rurociągu, że wzrost dostaw rosyjskiego gazu i w efekcie wzrost udziału w europejskim rynku rosyjskiego państwowego monopolisty jest działaniem na rzecz wzrostu konkurencji.

Oczywiście kraje naszego regionu, w obliczu takiego rozwoju wydarzeń będą zmuszone do poszukiwania alternatywnych źródeł dostaw gazu, tak jak to robi Polska dążąc do budowy połączeń naszego systemu gazowego z norweskimi złożami, czy zawierając, co ostatnio uczynił polski operator PGNiG, długoletnie kontrakty z amerykańskimi dostawcami.

Jednak kwestia przyszłości North Strem 2 musi być traktowana w kontekście europejskiej jedności i europejskiej przyszłości. Trudno nie zgodzić się z poglądem wyrażonym ostatnio przez duńskiego premiera, który na wspólnej konferencji prasowej z premierem Ukrainy, powiedział, że wydanie zgody na budowę winno być wspólną europejską decyzją.

Czy po doświadczeniach kryzysu związanego z relokacją uchodźców możemy dziś w Europie mówić o tym, że poświęcamy zbyt dużo czasu na wzajemne wysłuchanie naszych racji? Czy gdyby na początku kryzysu migracyjnego, jeszcze zanim podjęto jakiekolwiek działania, Berlin wsłuchał się w głosy napływające z Europy Środkowej, to czy nie pozwoliłoby to uniknąć błędów, zaznaczmy, po obu stronach?

Pytań tego rodzaju można postawić wiele, ale nie sposób uniknąć wrażenia, iż przeżywamy właśnie deja vu. Władze Republiki Federalnej, które same przyznają, że projekt North Stream 2 ma zarówno ekonomiczny, jak i polityczny wymiar, nie chcą wysłuchać racji płynących z naszej części Europy. Nie słuchają dramatycznych apeli Kijowa, nie przyjmują do wiadomości argumentów płynących z Rygi, Wilna czy Warszawy. Mają do tego pełne prawo, tak jak każdy rząd ma prawo do polityki, która z perspektywy historycznej okazuje się błędna. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że w Warszawie, w Kijowie, Bratysławie czy Tallinie nie ma dziś i najprawdopodobniej w najbliższej przyszłości nie będzie środowisk politycznych, które opowiadałyby się za realizację projektu budowy rosyjskiego gazociągu. Oznacza to, że nawet, jeśli on powstanie, to pogląd na temat jego celowości w stolicach państw środkowoeuropejskich nie ulegnie zmianie, nawet, jeśli zmienią się rządzące koalicje. Z tego punktu widzenia ewentualna decyzja o zgodzie na jego budowę wprowadzi trwały, który będziemy mogli liczyć nie upływem miesięcy, ale lat, a może nawet dziesięcioleci, podział między politycznymi elitami Niemiec i państw naszego regionu. Jak w takiej sytuacji realizować chcemy politykę solidarności europejskiej?

Kluczowa rola Niemiec w Unii Europejskiej, wymusza, jeśli ma stać się czymś więcej niźli tylko medialnym sloganem, politykę poszanowania dla zdania partnerów. Doświadczenie związane z kryzysem emigracyjnym, dodajmy, jakże bolesne i jakże negatywnie wpływające na stan jedności kontynentu winno być dla nas przestrogą. Ale również przestrogą dla tej części elit niemieckich, które są zdania, że z racji swej ekonomicznej wielkości, potencjału i poszanowania wspólnych wartości, Niemcy są predystynowane do kształtowania zasadniczych kierunków europejskiej polityki. Podjęcie decyzji o zgodzie na budowę rosyjskiego gazociągu jest strategicznym błędem, który niczym cierń, tkwił będzie i negatywnie wpływał na postrzeganie Niemiec w Europie Środkowej. Przewagę zyskają ci, którzy chcą przypominać „niemiecką butę” i chęć dyktatu wobec słabszych i mniejszych. I na poparcie swych destrukcyjnych tez zyskają argumenty. Każde działanie władz Rosji zmierzające do naruszenia politycznego i militarnego status quo, a przecież nie ma żadnych gwarancji, że nie powtórzy się scenariusz, który obserwowaliśmy przy okazji wojny z Gruzją czy agresji na Ukrainę, destrukcyjne działania w cyberprzestrzeni, próby ingerowania w demokratyczny proces wyborczy będzie interpretowane w kategoriach negatywnych efektów niemieckiej krótkowzroczności, bo zgadzając się na budowę North Stream 2 Berlin da rosyjskiemu reżimowi narzędzia do uprawiania agresywnej polityki. Jeszcze jest czas na uniknięcie tego błędu.

*

Zadanie publiczne współfinansowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP w konkursie „Współpraca w dziedzinie dyplomacji publicznej 2018”.
Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
Marek Budzisz

Dziennikarz i analityk, doradca dwóch ministrów w rządzie Jerzego Buzka.

Wpisz swój adres email

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celu przesyłania informacji o aktualnościach, projektach oraz innych informacji o charakterze marketingowym lub edukacyjnym, na zasadach określonych Polityką Prywatności.

 

Newsletter

Zapisz się do newslettera, by otrzymywać najważniejsze wiadomości od Instytutu Wolności

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celu przesyłania informacji o aktualnościach, projektach oraz innych informacji o charakterze marketingowym lub edukacyjnym, na zasadach określonych Polityką Prywatności.

 

Newsletter

If you wish to sign up for a newsletter, please provide your details

I hereby agree for processing my personal data in order to send information about news, projects and other marketing or educational information, on the terms set out in the Privacy Policy.

 

I hereby agree for processing my personal data in order to send information about news, projects and other marketing or educational information, on the terms set out in the Privacy Policy.

 

Ich erkläre mein Einverständnis zur Verarbeitung meiner persönlichen Daten zum Zweck der Benachrichtigung über aktuelle Dinge,Projekte sowie andere Informationen mit Marketing- oder Bildungscharakter gemäß den Grundsätzen der Datenschutzerklärung.