Niemiecko-chińska konkurencja, powrót do restrykcji i ruch graniczny – nowe wydanie Ekspresu Niemieckiego

Ekspres Niemiecki nr 36, red. Janusz Gorol

Niemiecko-chińskie zmagania technologiczne, powrót do restrykcji, a także ważny gest po którym burmistrz Frankfurtu nad Odrą sam doniósł na siebie, że powinien zostać ukarany. Równie uczciwą postawą nie wykazał się jednak Marcus Braun gdy kierowana przez niego firma „zgubiła” prawie dwa miliardy euro.


Niemiecko-chińska konkurencja technologiczna

Niemieckie przedsiębiorstwa opracowywały już technologie, które znalazły zastosowanie w Chinach, a jak dotąd nie poradziły sobie na europejskim rynku – najbardziej chyba znanym przykładem jest Transrapid (kolej na poduszce magnetycznej). Nawet najnowsze niemieckie prace w tej dziedzinie prowadzone przez bawarska Grupę Max Bögl są realizowane we współpracy z chińskim partnerem – Chengdu Xinzhu Road & Bridge Machinery Co. Ltd., którego zadaniem będzie wprowadzenie nowego produktu na chiński rynek.

W 2017  dla Niemców zaskoczeniem było wykupienie czołowego niemieckiego producenta robotów – firmy KUKA – przez chiński koncern Midea. Początkowo przyjmowano, że Chińczycy ułatwią niemieckim robotom zajęcie lepszej pozycji i większego udziału w chińskim rynku, a przede wszystkim pomogą wprowadzić roboty do szpitali i domów opieki , a jednocześnie dla firmy w Europie nic się nie zmieni. Takie były dotychczasowe doświadczenia Niemców z chińskimi inwestorami w niemieckich fabrykach. Tym razem już sam zamiar zakupu wywołał strach. Kuka nie powinna wpaść w chińskie ręce, ostrzegał komisarz UE Günther Oettinger –  firma „znajduje się w strategicznym sektorze o istotnym znaczeniu dla cyfrowej przyszłości europejskiego przemysłu”. Federalny minister gospodarki Sigmar Gabriel (SPD) również nie pochwalił tej transakcji. Skoro jednak nie było niemieckich chętnych do kupna, a Chińczycy płacili dobrze, to transakcja została domknięta. Szokiem dla Niemców było dopiero to, że Chińczycy szybko przestali być biernym inwestorem i zażądali większego wpływu na działalność operacyjną firmy.

Przypadek firmy KUKA uczulił Niemców na przejmowanie firm technologicznych przez kapitał z krajów nieunijnych. Bliższe spojrzenia pokazuje, że inwestorzy z Chin są zainteresowani przede wszystkim firmami z kluczowych branż, w tym budowy maszyn, motoryzacyjnej, chemicznej, farmaceutycznej, zdrowia, IT, komunikacji i elektrotechniki.

Jednocześnie Chiny są największym na świecie rynkiem dla robotyki. Kraj ten subwencjonuje mocno swoje firmy i czyni postępy technologiczne, ale też stara się uzyskać dostęp do technologii kupując osiągnięcia innych. Wprawdzie wciąż w Chinach jest mniej robotów na 10.000 pracowników (140) niż w Niemczech (338) czy Singapurze (831), ale w 2018 to w Chinach było najwięcej nowych instalacji – 154.000 (w Niemczech 26.700). W Chinach coraz powszechniejsze jest używanie autonomicznych robotów do dostarczania niewielkich przesyłek czy np. rozwożenia posiłków do pokojów w hotelach. Pandemia spowodowała, że ludzie wolą unikać kontaktu z innymi ludźmi, więc akceptacja dla zrobotyzowanej obsługi rośnie. Rośnie też zainteresowanie ofertą takich robotów. Pojawiło się też zainteresowanie robotami dezynfekującymi.

Chińskie firmy zdobywają doświadczenie i rozwijają technologię, ale i Niemcy chcą pozostać technologicznymi liderami. Liczą na to, że z powodu pandemii roboty usługowe przebiją się w końcu na rynek. Niemiecka firma InSystems Automation już trzy lata temu przygotowała robota do rozwożenia posiłków w szpitalach – ale udało im się znaleźć tylko jednego klienta  (w Katarze). Teraz na bazie tamtego rozwiązania przygotowują autonomicznego robota dezynfekcyjnego wykorzystującego promieniowanie UV-C. Pozwala to na bardzo dokładną, ciągłą dezynfekcję, szczególnie, że promieniowanie jest przyjazne dla środowiska i nietoksyczne. Robot może zdezynfekować 300 m2 w ciągu 2 godzin. Zainteresowanie szpitali jest duże. Natomiast Siemens opracował we współpracy z chińską firmą Aucma robota rozpylającego środek dezynfekcyjny w postaci mgły. Jest on w stanie zdezynfekować wciągu godziny powierzchnię 20.000 do 36.000 m2

Pokazuje to, jak Chiny rozwinęły się z rynku zbytu zaawansowanych produktów niemieckiej myśli technicznej w groźnego konkurenta. Niemcy to sobie zaczęli uświadamiać i to obudziło ich do obrony swoich osiągnięć technologicznych przed przejęciem przez inwestorów z innych krajów. Nie tylko z Chin – widać to po akcji dla uniemożliwienia przejęcia niemieckiego przedsiębiorstwa biotechnologicznego – Curevac – które poczyniło wielkie postępy w kierunku uzyskania szczepionki na COVID-19. W tym przypadku niemieckie państwo kupiło udziały w firmie aby zablokować potencjalny wykup przez amerykanów.  Ale to inna historia.

Źródła: www.internationales-verkehrswesen.de; Handelsblatt


Burmistrz sam na siebie doniósł. Niezaplanowany, ale waży gest po otwarciu granicy na Odrze

Burmistrz Słubic Mariusz Olejniczak i burmistrz Frankfurtu nad Odrą René Wilke symbolicznie padli sobie w ramiona, gdy w nocy 13.06.2020 otwarto znów granicę na Odrze. Wilke powiedział, że był to „Gest nieplanowany, ale ważny”. Niestety naruszone zostały w ten sposób jednocześnie przepisy dotyczące bezpiecznej odległości, dlatego Wilke sam zgłosił naruszenie zasad w miejskim wydziale zdrowia i poprosił na jej ocenę nie patrząc na jego osobę i funkcję.

W czwartek administracja miasta poinformowała, że jednak nie będzie żadnej kary w stosunku do burmistrza. Oliver Fahron, lokalny szef wydziału zdrowia, dokładnie zbadał sprawę i uznał, że „nie było karalnego naruszenia przepisów”.  Zgodnie z oceną Fahrona tylko dwie osoby były zaangażowane, nie było zagrożenia dla zdrowia publicznego i Wilke sam ujawnił swoje naruszenie, czym wykazał się dobrą wolą.  Lekarz powiedział, że „jeśli mam traktować burmistrza jak wszystkich, którzy złamali przepisy w ciągu ostatnich tygodni, muszę odstąpić od wymierzenia sankcji”. W ostatnich miesiącach miasto głównie wymierzało karę pouczenia za tego typu naruszenia przepisów i odstępowało od kary grzywny.  Sam René Wilke zareagował na tę decyzję z ulgą i powiedział: „Cieszę się, ponieważ zapewnia ona oficjalnie zweryfikowaną ocenę i klasyfikację (mojego postępowania – red.). Nie tylko istnieje odpowiedzialność prawna, ale również polityczna, którą czuję się zobowiązany jako burmistrz”. Z tego powodu Wilke chce teraz przekazać 200 euro zamiast kary pieniężnej na festiwal „Keena Da 2020”, który wspiera regionalnych artystów w kryzysie.

Źródła:  ZDF; RBB24


Powoli przywracany jest ruch graniczny między Polską, a Niemcami

Po otwarciu granicy w nocy z 13.06 na 14.06 lokalny ruch graniczny powoli się wznawia. Uruchomiono już część transportu lokalnego. Minie jednak trochę czasu, zanim wszystkie autobusy i pociągi będą kursować regularnie.

Ponownie uruchomiono pociągi do Berlina po polskiej stronie Odry. Oznacza to, że ponownie kursuje regularne połączenie na trasie między Kostryzynem przez Küstrin-Kiez do Berlina. Połączenia będą uruchamiane krok po kroku: Eurocity z Frankfurtu przez Poznań do Warszawy powinien ruszyć ponownie od 22 czerwca. Pociąg kulturalny między Berlinem a Wrocławiem rozpocznie kursy 26 czerwca.

Na razie jednak na granicy nie kursują autobusy transgraniczne. Wynika to z różnic w przepisach dotyczących koronawirusa: w Polsce tylko co drugie miejsce może być zajęte i tylko połowa możliwych pasażerów może podróżować. Zgodnie z informacjami przekazanymi przez firmę transportową z Frankfurtu nie można tego zapewnić w ruchu transgranicznym. Linia autobusowa przez most do Słubic nie będzie zatem obsługiwana do odwołania.

Źródło: RBB24


Globalny dostawca usług finansowych „zgubił” 1,9 miliarda euro

Najpierw pojawiła się informacja o tym że zagubiono prawie 2 miliardy euro i ze spółka nie może się ich doliczyć na kontach. Po wnikliwej analizie okazało się, że te pieniądze prawdopodobnie nigdy nie istniały. Tak w skrócie można streścić skandal dotyczący mającego w Niemczech swoją siedzibę giganta technologicznego Wirecard. Akcje firmy natychmiast spadły o 80%, a prezes zrezygnował bez wyjaśnień ze stanowiska.

Do odkrycia w nieścisłościach w księgach rachunkowych doszła firma doradcza EY. Po jej ustaleniach, że brakuje około ¼ zasobów finansowych firmy pojawiły się sugestie, że pieniądze znajdują się w dwóch bankach na filipinach – BDO Unibank i Bank of the Philiphines Island. Jednak informacje te okazały się nie prawdziwe, a dokumenty dotyczące tych przelewów, zostały sfałszowane, a do transferu pieniędzy nigdy nie doszło. Sytuacja ta to także zimny prysznic dla tych, którzy fintechach widzą przyszłość bankowości i finansów. Przed wykryciem afery firma była wyceniana na 20 miliardów euro, teraz jego wartość spadła poniżej 4 miliardów.

Peter Altmaier (CDU) Federalny Minister Gospodarki na portalu informacyjnym T-Online powiedział, że „Należy ustalić, w jaki sposób mogło się zdarzyć, że miliardy dolarów najwyraźniej zniknęły lub mogły nigdy tam nie być”. Dodatkowo należy jego zdaniem zbadać kto powinien być za to pociągnięty do odpowiedzialności prawnej. Minister ostrzegł przed utratą wizerunku Niemiec jako wiarygodnej lokalizacji biznesowej. „Jest dla mnie bardzo ważne, aby taki przypadek się nie powtórzył” – powiedział Altmaier. „Spodziewalibyśmy się takiej sytuacji wszędzie – tylko nie w Niemczech. Dlatego w razie potrzeby musimy podjąć twarde działania. ”

Podobnie jak w przypadku ostatnich wydarzeń w branży mięsnej, tego rodzaju sytuacje stanowią problem dla reputacji Republiki Federalnej jako lokalizacji biznesowej. „Nie możemy pozwolić poszczególnym firmom zniszczyć reputacji całej branży i tym samym zaszkodzić krajowi”.

W wyniku skandalu bilansowego pojawiają się nawoływania do zaostrzenia zasad zarządzania przedsiębiorstwem. „Sprawa Wirecard pokazuje, że Deutsche Börse (​​Niemiecka Giełda Papierów Wartościowych)  pilnie musi zainicjować debatę reformatorską”, powiedział Peter Dehn, prezes zarządu Stowarzyszenia Rad Nadzorczych w Niemczech (VARD) i dodał: „potrzebujemy silnego rynku kapitałowego w Niemczech, a zatem mamy nadzieję, że dzięki nowej silnej pozycji lidera w stylu Nasdaq, Deutsche Börse poprowadzi dyskusję na temat standardów dobrego ładu korporacyjnego – wraz z radami nadzorczymi i członkami zarządu”.

Stowarzyszenie, założone w 2012 roku, ma ponad 130 członków i określa się jako niezależne stowarzyszenie zawodowe dla rad nadzorczych. Z powodu skandalu bilansowego w Wirecard wartość rynkowa grupy Dax gwałtownie spadła. Według Dehna obecne zasady dobrego ładu korporacyjnego są nieodpowiednie. „Przestrzeganie niemieckiego kodeksu ładu korporacyjnego (DCGK) nie zapobiega skandalom ani nie ma pozytywnego wpływu na zarządzanie przedsiębiorstwem”.

„Kodeks powinien gwarantować, że zarząd zainstaluje skuteczne mechanizmy kontroli zgodności z prawem, wytycznymi i zasadami” – podkreślił Dehn. Rady nadzorcze musiałyby wykonywać swój mandat tylko dla dobra spółki, a nie dla poszczególnych grup interesów. Akcjonariusze musieliby wziąć na siebie odpowiedzialność unikać wszystkiego, co jest sprzeczne z interesem firmy.

Źródło: FAZ; Finanzen.net, ARD


Mniej zbiorów wyższe koszty

Powoli kończy się sezon na szparagi. „W tym roku wszystko było bardzo, bardzo męczące” mówi Frank Reitz, rolnik z Büttelborn-Worfelden w południowej Hesji. Jego zdaniem ceny jakie udało się uzyskać były dość dobre, a głównie ze względu na ograniczenia w zatrudnianiu zagranicznych pracowników spowodowały olbrzymią nerwowość i znaczny wzrost kosztów zbiorów.

Wszyscy szczególnie bali się wybuchu zarażeń „wirus na terenie gospodarstwa byłby najgorszy” mówi. Odniósł się w ten sposób do zarażeń w zakładach mięsnych w Nadrenii Północnej-Westfalii. Szczególnie trudne było też spełnianie licznych wymogów administracyjnych. „Każdego dnia pojawiały się inne informacje, inny formularz, który trzeba było wypełnić i kolejne obostrzenia, które trzeba było przestrzegać.” Wszystko to dodawało dodatkowej pracy.

„Sezon zaczął się nieco wyboisto” – potwierdza Maximilian Reuhl z Munzenberg w Wetterau. Podobnie jak inni rolnicy odczuł utratę klientów z branży gastronomicznej. Dlatego sprzedał około 30 procent mniej szparagów. „Sprzedaż lepiej szła na targowiskach” – mówi rolnik. Reuhl uważa, że ​​każdy, kto chodził do restauracji, aby zjeść szparagi, gotował w tym roku je sam. Z tego powodu sprzedaż klientom indywidualnym zrekompensowała część utraty zysków z branży gastronomicznej. Jednocześnie w tym sezonie „nie było żadnej fazy niskiej ceny”. Średnio 11,40 euro kosztował kilogram szparagów dobrej jakości.

Dla Reuhla fakt, że ilość warzyw zebranych w tym roku była niższa niż zwykle, ma związek nie tylko z pandemią i jej konsekwencjami, ale także ze względu na da suche lata z rzędu warzyw było po prostu mniej. Właśnie dlatego mniej bolała mniejsza ilość pracowników w polach.

Rolf Meinhardt, rzecznik grupy Spargel Südhessen, jest podobnego zdania. Chociaż jak mówi, przybyło mu „dużo siwych włosów”, sezon nie był tak zły, jak się obawiał. Chociaż wielkość zbiorów w 2020 r. Spadła o około jedną trzecią, cena za kilogram szparagów wzrosła o około 20 do 30 centów. Z zakontraktowanych pomocników do zbiorów przybyło tylko około dwóch trzecich. Z drugiej strony on również cieszy się z wyższych obrotów na swoich stoiskach sprzedaży bezpośredniej. Uważa, że ​​wielu kupujących po raz pierwszy przygotowało samemu szparagi. „Nigdy w tym roku na stoiskach nie sprzedaliśmy tylu obieraczek ze szparagami”.

Rolnik Reitz również starał się jak najlepiej wykorzystać sytuację. Z 200 potrzebnych pracowników sezonowych przybyło 140. Dla nich na dziedzińcu zbudował kontenery mieszkalne, „aby pokoje nie były zbyt pełne”. Wszystko to powodowało dodatkowe koszty, ale rezygnacja ze zbiorów nie była dla niego opcją. „W końcu żyjemy z działalności sezonowej.” Przylot pracowników, zakwaterowanie w kontenerach i środki higieny przełożyły się na konkretne pieniądze. „Wydałem od 500 do 600 euro więcej na osobę”, ocenia.

Maximilian Reuhl również miał więcej wysiłku i kosztów, a teraz skupia się na zbiorach truskawek. „Teraz, gdy późne odmiany, które są naprawdę słodkie, dojrzewają, jesteśmy ciekawi, jak minie kilka następnych dni”. Frank Reitz będzie sadził sadzonki truskawek na sezon 2021 w ciągu najbliższych kilku tygodni i stara się być optymistą „Mamy przynajmniej doświadczenie na przyszły rok”.

Źródło: FAZ

 


Powrót do restrykcji

Aby opanować największe ognisko zarażeń wirusem Armin Laschet premier Nadreni Północnej-Westfalii (NRW) podjął decyzję o „lockdownie” okręgu Gütersloh. Przyczyną takiej decyzji jest stwierdzenie aż 1553 przypadków pozytywnych testów na koronawirusa w zakładzie przetwórstwa mięsnego grupy Tönnies.

Międzynarodowy charakter pracowników zakładu i duża ich ilość, a także niska temperatura w chłodniach prawdopodobnie przyczyniły się do szybkiego rozprzestrzeniania się epidemii. Z tego powodu podjęto decyzję o wprowadzeniu restrykcji takich jak obowiązywały w marcu. Każdy mieszkaniec okręgu może bezpłatnie wykonać testy na koronawirusa. „Przeprowadzamy reprezentatywny test całej populacji, aby mieć prawdziwy obraz sytuacji” powiedział.

Mimo, że nie ma formalnego zakazu przemieszczania się to wystosowano apel do mieszkańców okręgu, aby go nie opuszczali. 29 czerwca rozpoczynają się wakacje w NRW i wiele osób zarezerwował już wakacje. Wśród osób pracujących w tych zakładach mięsnych i ich otoczeniu wydano już 7000 decyzji o kwarantannie. Laschet ogłosił, że będzie ją egzekwował przy wsparciu policji. Policja będzie „towarzyszyć mobilnym zespołom departamentu zdrowia „nawet w trudnych sytuacjach” – powiedział Laschet. W razie potrzeby zastosowany zostanie przymus. Obecnie działa setka mobilnych zespołów w towarzystwie tłumaczy z języka polskiego, rumuńskiego i bułgarskiego.

Źródło: FAZ


Muzea, mosty, stadiony i dworce skąpał się w czerwonym świetle podczas „Nocy światła”

Ponad 8 tysięcy obiektów w całych Niemczech zostało podświetlonych w poniedziałkowy wieczór na czerwono. W ten sposób branża eventowa chciała zamanifestować swoją trudna sytuację w obliczu koronawirusa. Ma to być „płonący apel przemysłu eventowego o ratunek”. Na stronie organizatorów zarejestrowało się prawie 8200 firm między innymi operatorzy imprez, hale widowiskowe, kina, teatry, a także dostawcy techniki, producenci stoisk, dystrybutorzy namiotów i hotele.

Według organizatora akcji Toma Koperka ze względu na restrykcje jakie panują w związku z koronawirusem, ich branża przestała praktycznie istnieć. Z tego powodu potrzebna jest realna pomoc i dialog zamiast istniejących programów pożyczkowych.

Jak podają organizatorzy akcji w niemieckim przemyśle eventowym zatrudnionych jest około miliona osób. Roczny obrót tej branży to 130 milionów euro.

Źródła: FAZ; Suueutsche Zeitung


Twórz z nami Ekspres Niemiecki

Podoba Ci się co robimy? Chciałbyś/abyś zostać częścią naszej redakcji?

A może, przeczytałeś/aś coś ciekawego w niemieckiej prasie i uważasz, że warto podzielić się tym z innymi?

Napisz krótką notatkę (do 4000 znaków), dodaj źródła i wyślij na adres janusz.goroll@gmail.com

Na pewno się odezwiemy, a najciekawsze notki opublikujemy w kolejnych numerach.


Redakcja

Janusz Gorol – redaktor prowadzący – na co dzień HR Biznes Partner w dużej firmie produkcyjnej. Z zamiłowania koordynator projektów, trener, doradca, animator i działacz społeczny. Absolwent teologii
i politologii, ukończył program Szkoły Przywództwa Instytutu Wolności, a także studia podyplomowe z zakresu Zarządzanie Zasobami Ludzkimi. Aktualnie kontynuuje edukacje na studiach MBA o profilu Przemysł 4.0 na Politechnice Śląskiej. Był także stypendystą Fundacji Otto Benecke w ramach programu You.va oraz Ifa Institut na Herder Institut Leipzig, a także trzykrotnie uczestnikiem Acton University w Grad Rapids Michigan.

Paweł Kulbiński – zajmuje się analizami na rzecz projektów inwestycyjnych oraz współpracą międzynarodową przedsiębiorstw, w tym przygotowywaniem informacji o rynkach. Absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego oraz studiów podyplomowych w Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu.

Adrian Purzycki – absolwent prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim, aplikant adwokacki przy Okręgowej Radzie Adwokackiej w Warszawie. Od 2012 r. zawodowo związany z branżą IT. Interesuje się zastosowaniem nowych technologii (w szczególności sztucznej inteligencji oraz technologii blockchain) w usługach prawniczych i administracji publicznej.

Ekspres Niemiecki nr 36, red. Janusz Gorol

Janusz Gorol – redaktor prowadzący – na co dzień HR Biznes Partner w dużej firmie produkcyjnej. Z zamiłowania koordynator projektów, trener, doradca, animator i działacz społeczny. Absolwent teologii i politologii, ukończył program Szkoły Przywództwa Instytutu Wolności, a także studia podyplomowe z zakresu Zarządzanie Zasobami Ludzkimi. Obecnie kontynuuje edukacje na studiach MBA o profilu Przemysł 4.0 na Politechnice Śląskiej. Był także stypendystą Fundacji Otto Benecke w ramach programu You.va oraz Ifa Institut na Herder Institut Leipzig, a także trzykrotnie uczestnikiem Acton University w Grad Rapids Michigan.

Wpisz swój adres email

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celu przesyłania informacji o aktualnościach, projektach oraz innych informacji o charakterze marketingowym lub edukacyjnym, na zasadach określonych Polityką Prywatności.

 

Newsletter

Zapisz się do newslettera, by otrzymywać najważniejsze wiadomości od Instytutu Wolności

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celu przesyłania informacji o aktualnościach, projektach oraz innych informacji o charakterze marketingowym lub edukacyjnym, na zasadach określonych Polityką Prywatności.

 

Newsletter

If you wish to sign up for a newsletter, please provide your details

I hereby agree for processing my personal data in order to send information about news, projects and other marketing or educational information, on the terms set out in the Privacy Policy.

 

I hereby agree for processing my personal data in order to send information about news, projects and other marketing or educational information, on the terms set out in the Privacy Policy.

 

Ich erkläre mein Einverständnis zur Verarbeitung meiner persönlichen Daten zum Zweck der Benachrichtigung über aktuelle Dinge,Projekte sowie andere Informationen mit Marketing- oder Bildungscharakter gemäß den Grundsätzen der Datenschutzerklärung.