Energiewende: operacja udana, pacjent ma się coraz gorzej

Konrad Popławski

Wbrew stereotypom Niemcy to nie jest jedynie naród pragmatycznych inżynierów bez ułańskiej fantazji. Choć im samym nieraz tak się wydaje. Gdy jednak Niemcy próbują zrealizować swoje marzenia, to nawet jeśli są one utopią, robią to olbrzymim rozmachem, nie patrząc na koszty i do skutku, nawet jeśli może się on skończyć katastrofą. Tak właśnie jest z transformacją energetyczną – Energiewende, która miała wynieść myśl ludzką na wyżyny a człowieka zupełnie niezależnym od zasobów naturalnych. Miała być osiągnięciem niemieckiego społeczeństwa na miarę XXI wieku, które na zawsze zatrze ich hańbę XX wieku. Stała się jednak zupełnie czymś innym, istną wieżą Babel. Projektem zagmatwanym, chaotycznym, będącym przedmiotem szyderstw wewnątrz Niemiec a także zażenowania za granicą. Wreszcie zagrożeniem, które może sprowadzić katastrofę nie tylko na sektor energetyczny, ale też na całą niemiecką gospodarkę.

Od klimatycznego lidera do ekologicznej skamieliny…

Katastrofa nuklearna w Fukushimie w marcu 2011 r. przeraziła Niemców. Uświadomiła im, że czarne scenariusze, które przez lata kreśliły im różne ruchy antyatomowe, mogą się w każdej chwili urzeczywistnić. Że zapewnienia władz o bezpieczeństwie technologii jądrowej są niewiele warte, jeśli nawet tak zaawansowany technologicznie kraj jak Japonia nie był stanie zapewnić bezpieczeństwa instalacji nuklearnych. Zwłaszcza że w niemieckiej prasie co chwila pojawiały się informację o awariach niemieckich elektrowni jądrowych Nic dziwnego, że w krótkim czasie poparcie dla Zielonych skoczyło do 28%, którzy zaczęli następować na pięty chadecji z poparciem na poziomie 30%. Wreszcie w trzy miesiące po Fukushimie kanclerz Merkel, która nie słynęła ze szkicowania ambitnych wizji przyszłości, zadeklarowała cel godny Niemiec – uczynienia z nich globalnej potęgi w dziedzinie klimatu. Niemcy po zrealizowaniu tego projektu miały się stać klimatycznym wzorem do naśladowania dla całego świata. Gdy Merkel ogłaszała Energiewende, nie szczędziła patosu: „możemy być pierwszym uprzemysłowionym krajem świata, który dokona przejścia w erę prądu przyszłości”. Pierwszym, który jest w stanie wykonać to „zadanie godne Herkulesa”. Gdy Energiewende została ogłoszona w 2011 r. w Niemczech zapanował olbrzymi entuzjazm. Kolejne badania sondażowe udowadniały, że Niemcy są gotowi płacić dużo wyższe rachunki za prąd, aby zrealizować wizję nakreśloną przez Merkel. Ona zaś sama zaczęła być ponownie określana tytułem klimatycznej kanclerz, którym prasa zaczęła ją nazywać w czasach jej walki o porozumienie przed szczytem klimatycznym w Kopenhadze w 2009 r. Manewr polityczny Merkel okazał się majstersztykiem, dzięki którym chadecji bardzo szybko udało się odzyskać utracone poparciem, a Zieloni znaleźli się ponownie na obrzeżach niemieckiej polityki. Wtedy wydawało się, że Niemcy piszą historię nowej ekologicznej rewolucji przemysłowej. Kto mógł się wtedy spodziewać, że w 2018 r. podczas szczytu COP w Katowicach Niemcy otrzymają niechlubną antynagrodę – tytuł Skamieliny Dnia za niespełnianie celu redukcji CO2 przez Niemcy, opóźnianie wyjścia z węgla i obstrukcję wobec ambitnej polityki klimatycznej UE do 2030 r. Że w rankingu World Economic Forum stopnia zaawansowania transformacji energetycznej Niemcy niegdysiejszy lider będzie zajmował dopiero 17 pozycję. I to pomimo tego poniesienia do 2025 520 mld euro[1] kosztów tej transformacji energetycznej? Jak więc do tego doszło?

Marny bilans Energiewende    

Głównymi celami Energiewende wyznaczonym do zrealizowania w Niemczech do 2020 r. było:

  • ograniczenie emisji CO2 do 40% w stosunku do 1990 r.
  • zwiększenie udziału odnawialnych źródeł energii (OZE) w je konsumpcji do 18% i do 35% w zużyciu prądu
  • do 2023 r. stopniowe ograniczenie wykorzystywania energii jądrowej
  • obniżenie zużycia energii o 20% (o 10% zużycia prądu, o 20% ciepła i o 10% energii w transporcie;
  • rozbudowa sieci elektroenergetycznych o 3582 km;
  • zachowanie stabilnych cen energii
  • utrzymanie poparcia społecznego dla Energiewende.

Z analiz Federalnego Urzędu Obrachunkowego wynika, że do uda się spełnić jedynie 1/3 celów, natomiast pozostałe 2/3 celów postawionych przez rząd federalnych jest niepewne (1/3) lub wręcz niemożliwe do spełnienia (1/3)[2]. Istotnym osiągnięciem było wysokie tempo rozbudowy OZE, które wyniosło 37,8% w samym 2018 r. i już przekracza cel wyznaczony na 2020 r. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie duże zaangażowanie zwykłych Niemców, którzy byli gotowi zainwestować znaczące prywatne środki w rozbudowę OZE również w formie rozmaitych spółdzielni. Warto jednak podkreślić, że OZE zaspokajają jedynie niewielkie zapotrzebowanie pozostałych sektorów gospodarki (13,9% w sektora ciepłownictwa i 5,6% w transporcie)[3]. Uzasadnionym jednak pytaniem jest, czy poniesione koszty nie były zbyt wysokie. Niemcy wbrew swoim silnym wolnorynkowym tradycjom w Energiewende przyjęli model gospodarki planowej. Z góry wyznaczyli subsydia dla określonych technologii, pozostawiając niewiele przestrzeni dla działania mechanizmu rynkowego, przez to gigantyczne subsydia niekoniecznie wspierały technologie OZE z najniższymi kosztami. Co gorsza, pomimo że przyjęto model zbliżony do gospodarki planowej, to jednocześnie nie ustanowiono jednego centrum koordynującego realizację Energiewende, przez co kompetencje były rozproszone pomiędzy różne ministerstwa a sama kanclerz Angela Merkel nie chciała piastować funkcji koordynatora całego projektu. Dowodem na to była odpowiedź na jedną z interpretacji poselskich, w której przedstawiciele rządu przyznali, że nie mają dokładnych danych, ile kosztowała Energiewende[4]. Sukcesem okazała się też zdolność do utrzymania stabilności dostaw energii, choć nie obyło się bez pomocy sąsiadów. Przez kilka lat po rozpoczęciu procesu wyłączania elektrowni jądrowych szczególnie Czech i Polska zmagały się tzw. przepływami kołowymi, czyli niekontrolowanym przepływem energii z Niemiec północnych do południowych poprzez sieci partnerów zagranicznych ze względu na niewystarczającą przepustowość niemieckich sieci elektroenergetycznych. Wiąże się to bezpośrednio z jednym najważniejszych problemów transformacji zbyt wolnym i kosztownym procesie rozbudowy sieci. Pomimo, że rząd zredukował ambitne plany rozbudowy z 3582 km do 2849 km, z czego do tej pory powstało jedynie 950 km. Okazuje się bowiem, że poparcie Niemców dla Energiewende ma charakter bardziej abstrakcyjny i nie obejmuje zgody na rozbudowę sieci o wysokim napięciu w pobliżu własnych domostw. M. in. w Bawarii ze względu na liczne protesty podjęto decyzję, że główne połączenie energetyczne ma przebiegać pod ziemią, co oznacza nawet 3-krotny wzrost kosztów rozbudowy połączeń i znaczne wydłużenie ich realizacji[5].

Jednym z głównych powodów do zmartwienia przy realizacji Energiewende jest fakt, że pomimo bardzo znaczących nakładów coraz bardziej oddala się czasie spełnienie podstawowego celu redukcji emisji CO2, które w ostatnich latach przestały spadać. Jest to związane z tym, że zeroemisyjne elektrownie atomowe skutkowało zostały zastąpione elektrowniami  węglowych, a także gazowych. Także cel redukcji zużycia energii jest już praktycznie niemożliwy do spełnienia. Kiedy Energiewende była ogłaszana niemiecka gospodarka znajdowała się w fazie niskiego wzrostu gospodarczego, który w kolejnych latach wyraźnie przyspieszył, zwiększając zapotrzebowanie na energię. Technologie efektywności energetycznej okazały się niezwykle kosztowne a poza tym wiele nowych technologii zwiększyło zapotrzebowanie na energię, czego najlepszym przykładem są serwery wykorzystywane do systemów szyfrowania blockchain. Redukcja zapotrzebowanie na ciepło poprzez inwestycje termoizolacyjne jest niezwykle kosztowna i powolna. Wszystkie te problemy powodują, że rośnie sceptycyzm w Niemczech odnośnie transformacji energetycznej. Wprawdzie wg sondaży wciąż 4/5 Niemców popiera cele transformacji energetycznej, to już 61% jest niezadowolonych ze sposobu jej realizacji. 58% uważa, że transformacja idzie zbyt powoli, a 52% uważa za problem niesprawiedliwy podział jej kosztów[6]. System finansowania transformacji był zresztą od początku jej piętą achillesową. Rząd postanowił ją bowiem sfinansować z dopłat ekologicznych do rachunków za prąd. Aby ograniczyć wpływ kosztów transformacji na przedsiębiorstwa energochłonne, zostały one zwolnione z dopłat. Spowodowało to jednak, że gross dynamicznie rosnących kosztów transformacji obciążył konsumentów, a także wiele małych i średnich firm. W efekcie tego wg Eurostatu ceny energii płacone przez konsumentów w Niemczech należą do drugich najwyższych w UE po Danii, a ceny dla przemysłu należą do najwyższych w UE. Zresztą tak wysokich kosztów transformacji prawdopodobnie można byłoby uniknąć, jeśli od początku źródła energii musiałyby konkurować między sobą. Jednak rząd poszedł drogą stałych taryf gwarantowanych na długi okres na poszczególne źródła energii, przez co nie uwzględnił postępu technologicznego, który umożliwiał  obniżanie taryf, a także niwelował intensywność konkurencji między poszczególnymi źródłami energii.

Czy wystąpił impuls gospodarczy

Problem z realizacją poszczególnych celów Energiewende można by zupełnie pominąć, gdyby stanowiła ona impuls dla rozwoju nowej prężnej specjalności niemieckiej gospodarki. Jednak dotychczasowe obserwacje nie dostarczają przekonujących dowodów na to, że Niemcy stają się hegemonem w dziedzinie technologii ochrony środowiska. Zupełną porażką okazały się bowiem plany rozwoju sektora fotowoltaicznego w Niemczech. Okazało się, że w tej dziedzinie Chińczycy dysponują tak wysoką przewagą kosztową, że niemieckie środki przeznaczone na tę dziedzinę de facto wsparły rozwój chińskiej gospodarki. Dużo lepiej radzi sobie niemiecki sektor wiatrowy, jednak Energiewende przyniosła też koszt w postaci ograniczenia produkcji w Niemczech urządzeń do elektrowni atomowych i węglowych.  Wprawdzie transformacja pozwoliła na istotne ograniczenie importu konwencjonalnych nośników energetycznych, jednak nastąpiło to kosztem osłabienia tradycyjnych koncernów energetycznych, a także importu części technologii OZE m .in. paneli fotowoltaicznych z zagranicy. Prawdą jest, że niemieckie koncerny energetyczne, przed 2011 r. liderzy europejskiej energetyki z ambicjami globalnymi, są dziś jedynie cieniami samych siebie. Zarówno E.ON i RWE przechodzą nieustanne restrukturyzacje, zmiany organizacyjne, a zamiast kolejnych sukcesów zapowiadają raczej kolejne zwolnienia.

Największym problemem okazało się jednak to, że Niemcy chciały udawać klimatycznego lidera, będąc jednocześnie państwem z dużym udziałem tradycyjnej produkcji przemysłowej. Z czasem okazało się, że rozziew pomiędzy deklarowanymi przez Niemcy ambitnymi przepisami klimatycznymi. Częściową ofiarę takiej polityki są niemieckie koncerny motoryzacyjne, które coraz gorzej sobie radzą ze spełnianiem coraz bardziej wyśrubowanych norm klimatycznych, zwłaszcza, że ich główną specjalizacją są paliwożerne limuzyny. Pomimo że jedna z głównych gałęzi gospodarki ma problemy, to jednocześnie społeczeństwo wychowywane w duchu Energiewende opowiada się za dalszym zaostrzeniem norm środowiskowych, a także rozszerzaniem zakazu wjazdu do centrów miast dla samochodów z silnikiem diesla.

Scenariusze na przyszłość

Fiasko Energiewende stawia Niemcy przed dylematem. Z jednej strony, społeczeństwo jest coraz bardziej nastawione na ochronę klimatu, o czym świadczy wzrost ponowny popularności Zielonych, którzy w niektórych sondażach prześcigają chadecję. Z drugiej strony, gospodarka odczuwa coraz wyższe koszty polityki klimatycznej, a jednocześnie wykazuje duże potrzeby inwestycji w nowe innowacyjne technologie. Z tego względu polityka Merkel udawania klimatycznego lidera i jednoczesnego obstrukcji polityki klimatycznej na każdym możliwym poziomie osiąga swój limit. Wydaje się więc, że mało możliwym choć mało prawdopodobnym scenariuszem jest z możliwych scenariuszy jest przyłączenie się do państw hamulcowych polityki klimatycznej, a więc zbliżenie stanowiska do wielu państw Europy Środkowej. Uwzględniając jednak sytuację polityczną w Niemczech i prawdopodobne dojście Zielonych do władzy dużo bardziej prawdopodobny jest przyłączenie się do państw opowiadających się za zaostrzeniem polityki klimatycznej, czego symptomy było widać na ostatnim szczycie UE, gdzie Niemcy poparli postulat neutralności klimatycznej do 2050 r. Niemcy też ogłosiły plan wycofania się węgla, a także debatują postulat wprowadzenia podatku od CO2. W momencie gdy niemiecka infrastruktura się starzeje i konieczne są nowe inwestycje w drogi, mosty, połączenia kolejowe trasy rzeczne, Niemcy będą jeszcze bardziej zwiększać nakłady na politykę klimatyczną. Wybór takiego scenariusza może więc oznaczać w średniej perspektywie duże problemy dla niemieckiej gospodarki, której siła jest gwarantem stabilności politycznej wewnątrz Niemiec i ich pozycji lidera UE.

[1] https://www.insm.de/fileadmin/insm-dms/text/soziale-marktwirtschaft/eeg/INSM_Gutachten_Energiewende.pdf

[2] https://www.bundesrechnungshof.de/de/veroeffentlichungen/produkte/sonderberichte/langfassungen-ab-2013/2018/2018-sonderbericht-koordination-und-steuerung-zur-umsetzung-der-energiewende-durch-das-bundesministerium-fuer-wirtschaft-und-energie-pdf

[3] https://www.umweltbundesamt.de/themen/klima-energie/erneuerbare-energien/erneuerbare-energien-in-zahlen

[4] https://www.pv-magazine.de/2018/01/10/regierung-beantwortet-afd-anfrage-zu-kosten-der-energiewende/

[5] https://www.sueddeutsche.de/wirtschaft/energiewende-das-hat-die-regierung-zu-erdkabeln-beschlossen-1.2681219-2

[6] https://taz.de/Umfrage-zur-Energiewende/!5575281/

 

*Artykuł powstał w ramach realizacji zadania publicznego “Polska-Niemcy partnerstwo dla rozwoju”.  Zadanie publiczne współfinansowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP w konkursie “Współpraca w dziedzinie dyplomacji publicznej 2019”.  Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

 

Konrad Popławski

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celu przesyłania informacji o aktualnościach, projektach oraz innych informacji o charakterze marketingowym lub edukacyjnym, na zasadach określonych Polityką Prywatności.

FreshMail.pl
 

Newsletter

Zapisz się do newslettera, by otrzymywać najważniejsze wiadomości od Instytutu Wolności

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celu przesyłania informacji o aktualnościach, projektach oraz innych informacji o charakterze marketingowym lub edukacyjnym, na zasadach określonych Polityką Prywatności.

FreshMail.pl
 

Newsletter

If you wish to sign up for a newsletter, please provide your details

I hereby agree for processing my personal data in order to send information about news, projects and other marketing or educational information, on the terms set out in the Privacy Policy.

FreshMail.pl
 

I hereby agree for processing my personal data in order to send information about news, projects and other marketing or educational information, on the terms set out in the Privacy Policy.

FreshMail.pl
 

Ich erkläre mein Einverständnis zur Verarbeitung meiner persönlichen Daten zum Zweck der Benachrichtigung über aktuelle Dinge,Projekte sowie andere Informationen mit Marketing- oder Bildungscharakter gemäß den Grundsätzen der Datenschutzerklärung.

FreshMail.pl