Młodzi ludzie chcą, by ich praca miała sens – wywiad z Agnieszką Zarzyńską

Pracownik też może być przedsiębiorczy i innowacyjny –  mówi Agnieszka Zarzyńska w rozmowie z Maciejem Piotrowskim.

 

Przez dwa semestry obserwowałaś studentów podczas realizacji warsztatów „Rynek Pracy: Instrukcja Obsługi”, które prowadziłaś na kilku polskich uczelniach. Istnieje taka obiegowa opinia, że młodzi Polacy są, jak to się mówi, roszczeniowi? Czy to prawda?

W trakcie zajęć zaskoczyło mnie coś odwrotnego do roszczeniowości. Okazuje się, że studenci łatwo rezygnują ze swoich praw albo są ich nieświadomi.

Jak się to objawia?

Jeszcze kilka lat temu młodzi ludzie wchodzący na rynek pracy postrzegali samo wynagrodzenie jako coś, co na starcie nie do końca im się należy. Myślę, że teraz to się powoli zmienia. Zarówno firmy, jak i pracownicy przyjmują założenie, że za pracę się płaci i darmowe staże zanikają.

Mimo to wciąż studenci uważają za naturalne, że przy pierwszym zatrudnieniu nie powinni oczekiwać zawarcia umowy o pracę, że trzeba sobie na nią dopiero zasłużyć. Istnieją społeczne praktyki, które mówią, że gdy wchodzi się do firmy, zaczyna się od umowy-zlecenia, nawet jeśli występuje stosunek pracy, a dopiero osoby ugruntowane na rynku pracy mogą mieć jakieś wymagania.

Co im na to odpowiadaliście podczas warsztatów?

Pokazywaliśmy, że niezależnie od tego, jaki masz staż pracy w momencie, kiedy występują trzy czynniki – kierownictwo, ciągłość oraz ustalone miejsce i czas wykonywania zadań – to prawnie umowa o pracę musi być zawarta. Wśród studentów nie ma świadomości, że istnieje taka forma jak umowa o pracę na czas próbny, która została stworzona właśnie do tego, aby wdrożyć pracownika, sprawdzić, czy pracownikowi i pracodawcy dobrze się współpracuje. Tymczasem do tego celu na dzisiejszym rynku używa się  umowy o dzieło lub zlecenia, które zupełnie nie są do tego przeznaczone.

 

Zarówno firmy, jak i pracownicy przyjmują założenie, że za pracę się płaci i darmowe staże zanikają.

 

Jacy więc tak naprawdę są młodzi ludzie w Polsce? Na czym im zależy?

Ważne dla nich jest, żeby ich praca miała sens. Zależy im na poczuciu podmiotowości. Chcą czuć, że nie tylko wykonują zlecone zadania, ale mają wpływ na to, jak działa organizacja, jak są zaplanowane ich działania. Cenią dobrą  komunikację między nimi a przełożonymi. Chcą, żeby ich wizja była doceniona, chcą współtworzyć firmę. Jako osoba, która prowadziła własną działalność, myślę, że jest to dobre nie tylko dla pracownika, ale dla samej organizacji. Zupełnie inaczej pracuje ktoś, kto ma możliwość identyfikowania się z firmą, niż osoba, która nie ma z nią żadnego związku. Znam też sytuację z drugiej strony. Wcześniej pracowałam jako asystentka projektu w organizacji pozarządowej i miałam pewne zadania do wykonania. Robiłam to, ale nie zależało mi na pracy, bo nie byłam traktowana jako pełnoprawna członkini zespołu. Dopiero w momencie, gdy dostałam przestrzeń do tego, żeby móc coś zaproponować, gdy moje pomysły były słyszane i realizowane, brane na poważnie, to szczerze pokochałam swoją pracę i  byłam w stanie dla niej wiele zrobić. W takich sytuacjach jesteśmy lepszymi pracownikami.

 

W procesie edukacji nie ma takiego momentu, w którym dowiadujemy się, na czym polega współczesna praca.

 

Czy młodzi ludzie są przygotowani do wejścia na rynek pracy?

Moim zdaniem nie. W procesie edukacji nie ma takiego momentu, w którym dowiadujemy się, na czym polega współczesna praca. Młodzi ludzie nie uważają, że to coś ważnego, nie szukają informacji na ten temat.

Jak więc wygląda ich wiedza?

Wszyscy mamy na starcie jakieś pojęcie o formach umów i że odprowadza się od nich składki. Jednak nie wiemy niestety, na jakie uprawnienia pracownika i pracodawcy to się przekłada, jaki ma to skutek dla ich przyszłego życia. Studenci chętnie decydują się na umowy-zlecenia lub o dzieło, bo wtedy mogą dostać więcej pieniędzy. Nie są uczeni przyszłościowego myślenia, nie są świadomi, jaki ma to wpływ na ich emeryturę czy plany założenia rodziny. Nie mają uporządkowanej wiedzy na ten temat, co często było widać na naszych zajęciach. Potrzebowali w tych kwestiach jasnych komunikatów, żeby się odnaleźć  – dotychczas było to opisane skomplikowanym językiem prawniczym, nawet na popularyzatorskich portalach. Nie istniał taki zbiór wiedzy, z którego studenci mogliby czerpać. Nie ma systemowego sposobu przekazywania tej wiedzy.

 

Studenci chętnie decydują się na umowy-zlecenia lub o dzieło, bo wtedy mogą dostać więcej pieniędzy. Nie są uczeni przyszłościowego myślenia, nie są świadomi, jaki ma to wpływ na ich emeryturę czy plany założenia rodziny.

 

Czego w takim razie brakuje w polskim systemie edukacji?

W Polsce w ogóle nie istnieje coś takiego jak edukacja pracownicza. Praca to jest jeden z podstawowych wymiarów egzystowania człowieka. Istnieje więc ogromna nisza. Byłam w szoku, gdy sobie to uświadomiłam.

A przedmiot szkolny pod nazwą podstawy przedsiębiorczości?

To przedmiot zaprojektowany z punktu widzenia przedsiębiorcy. To nie jest nic złego – ważne, żeby w szkołach uczyć tej perspektywy. Warto wzmacniać w ludziach poczucie, że mogą działać, realizować swoje pomysły, mogą brać za nie odpowiedzialność, przewodzić ich realizacji. To istotne rzeczy, ale powinny być co najmniej uzupełnione edukacją pracowniczą. Ona powinna zaczynać się na etapie szkół ponadpodstawowych. Nie wszyscy będą przedsiębiorcami, szefami. Ale wszyscy będą mieli epizod pracy dla kogoś – przynajmniej krótki. Proporcje są jednak zdecydowanie odwrotne. A poza tym, żeby być dobrym przedsiębiorcą, trzeba rozumieć sytuację pracownika. Pomaga to dobrze zarządzać, być empatycznym, rozumieć potrzeby osób zatrudnianych i pomagać im w ich realizacji. Warto przekazywać młodym ludziom wiedzę z tych dwóch zakresów – jak budować dobre miejsce pracy i jak je współtworzyć. Osobą przedsiębiorczą, innowatorem można być, nie tylko zakładając własny biznes. Można być zwykłym pracownikiem, który jeśli dobrze czuje się i ma dobrze zorganizowane miejsce pracy, może proponować pomysły, które zrewolucjonizują życie organizacji.

Edukacja przedsiębiorcza od pracowniczej różni się podejściem – w tej pierwszej mówi się, że ty, jako jedna osoba, podejmujesz działalność. W edukacji pracowniczej chodziłoby też o to, żeby uczyć się działać wspólnie, w zespole i żeby realizować własne aspiracje w grupie.

Zaczęliście od pracy ze studentami. Co im proponowaliście? Czy po prostu uczyliście ich zasad z Kodeksu pracy?

Nie, przede wszystkim pokazywaliśmy, jak można go w praktyce wykorzystać, żeby nie tylko egzekwować swoje prawa, ale też mieć coś do zaproponowania swojej firmie. Uważamy, że studenci powinni wiedzieć, jak budować dobre relacje ze swoimi współpracownikami i ze swoimi przełożonymi, jak organizować swoją pracę, komunikować się, budować relacje, być asertywnym. To wszystko jest ważne dla sukcesu danego biznesu – pozwala budować dobrze działającą organizację. Współpracując z osobą przygotowaną w ten sposób, nie traci się czasu na konflikty.

Przekazywaliśmy konkretną wiedzę, ale pamiętając o tym, że ważna jest sfera umiejętności z organizowania pracy i zarządzania nią. W Polsce wiele mówi się o przedsiębiorczości i innowacyjności w kontekście zakładania własnej działalności, ale równie dobrze można o tym mówić przy okazji bycia pracownikiem, który nie tylko wykonuje zadania, ale sam ma coś do zaproponowania.

 

W Polsce w ogóle nie istnieje coś takiego jak edukacja pracownicza. Praca to jest jeden z podstawowych wymiarów egzystowania człowieka. Istnieje więc ogromna nisza.

 

A czy nie jest tak, że każdy chciałby być przedsiębiorcą-szefem, a mało kto pracownikiem?

Jest pół na pół. Modne też jest bycie freelancerem. Chodzi jednak o potrzebę podmiotowości, a nie szefowania. O tym przede wszystkim marzą młodzi ludzie. Boją się, że staną się szeregowymi pracownikami i stracą wpływ na to, co się będzie z nimi działo.

Jakie konkretne narzędzia dajecie studentom?

Stworzyliśmy scenariusz zajęć akademickich. Wywodzimy się z tego środowiska i tam najłatwiej było nam zacząć. Zajęcia oparte są o biografię pracowniczą. W ich trakcie studenci wymyślają bohaterkę, która ma być podobna do nich. Mają się z nią utożsamić i razem z nią „wejść na rynek pracy”. Zaczynają od momentu, kiedy myślą o studiach, swojej przyszłości i zawodzie. Myślą o tym, co kieruje ich wyborem, co na to wpływa – czy chęć realizacji siebie, swoich talentów, czy skupienie na tym, byle znaleźć jakąkolwiek pracę. To taki element uświadamiania sobie, czego chcę, jakie są moje zasoby możliwości, kompetencje i jak z nimi wejść na rynek pracy.

Co następuje dalej?

Potem uczymy się, jak szukać pracy – ale nie w takim standardowym sensie. W istniejącej ofercie mówi się o autoprezentacji – jak „sprzedać się” w CV i na rozmowie kwalifikacyjnej. Pomyśleliśmy, że nie będziemy dublować tego tematu – tego uczą biura karier, chcieliśmy uzupełnić tę ofertę.

Co więc robicie?

Uczymy studentów np. jak czytać oferty pracy w taki sposób, żeby się dowiedzieć, czy w danym miejscu zrealizujemy swoje potrzeby. Zastanawiamy się, jaką informację przekazuje pracodawca potencjalnemu pracownikowi poprzez formę ogłoszenia. Później ćwiczymy rozmowę kwalifikacyjną. Zachęcamy uczestników warsztatów do refleksji i przybrania takiej postawy, żeby zadbać o swoje potrzeby i swoją podmiotowość. Dalej podpisujemy wspólnie umowę, czyli dowiadujemy się, jakie są rodzaje umów, formy zatrudnienia i samozatrudnienia. Uczymy się o składkach i ubezpieczeniach – jak forma zatrudnienia przekłada się na inne obszary życia: zdrowie, emeryturę, rodzinę.

Co dzieje się na warsztatach po „zatrudnieniu” waszej bohaterki?

W następnej fazie uczymy kultury organizacyjnej – ćwiczymy różne trudne sytuacje, analizujemy, dlaczego one się wydarzyły. Dzięki temu możemy dowiedzieć się, jak nie dopuszczać, żeby sytuacje konfliktowe powstawały. Czasem jako pracownicy czujemy w takich momentach, że to nasza wina, ale na omawianych przez nas przypadkach jasno widać, że błędów pracowników można unikać, dobrze organizując pracę. Uczymy się też diagnozowania sytuacji trudniejszych jak dyskryminacja czy mobbing – gdzie się zgłosić, jak się organizować pracowniczo, jak się wspierać. Pokazujemy też, jak tworzyć własne miejsce pracy – ale nie tak standardowo. Jest już wiele kursów o tym, jak założyć własny biznes, start-up. My mówimy o spółdzielniach, turkusowych organizacjach.

Co to takiego?

To przedsiębiorstwa organizowane jak najbardziej horyzontalnie, gdzie funkcje zmieniają się, a pracownicy sami zarządzają sobą. Nikt nie jest na stałe przywiązany do jednej roli, na przykład kierowniczej. Pracownicy w procesie rozpoznają swoje możliwości i pragnienia, komunikują je innym, wspólnie dzielą się pracą, ale dany podział jest aktualny przez jeden projekt. Potem role mogą się zmienić. Z kolei spółdzielnie to przedsiębiorstwa, które należą do pracowników. Każdy, kto w niej pracuje, ma głos, ma wpływ na jej rozwój i mu na nim zależy. Gdyby nie zależało, to wpływałoby to na dochody całej firmy, a tym samym jego.

Jak studenci na to reagują?

Pozytywnie. Widać to nie tylko w ankietach ewaluacyjnych, ale i w ich wypowiedziach. Mówili, że to jedyny tego rodzaju kurs, który przeszli na studiach, nie tylko jeśli chodzi o tematykę, ale i o formę. Staramy się zaprojektować zajęcia w sposób najbardziej interaktywny, warsztatowy. Niesamowite dla mnie było poczucie wdzięczności uczestników kursu za to, że ktoś ich słucha. Cieszyli się, że ich historie są dla kogoś ważne, że my się do nich odnosimy, wracamy do nich. To dużo mówi o konstrukcji uniwersytetu, gdzie student jest przede wszystkim biernym odbiorcą wszystkich treści.

Zmieniała im się też perspektywa spojrzenia na podejście do pracy. Wielokrotnie, np. przy omawianiu praw pracowniczych, słyszeliśmy słowa: „Gdybym to wiedziała, inaczej rozmawiałabym z pracodawcą”.

 

Wielokrotnie zdarzało się też, że studenci przyjmowali perspektywę pracodawcy, a nie pracownika. Gdy rozmawialiśmy o umowie o pracę, studenci rezygnowali z niej, argumentując, że to nieopłacalne dla pracodawcy.

 

Jakie negatywne trendy i zachowania dostrzegłaś u studentów?

Ich przesadny indywidualizm. Gdy rozmawialiśmy o tym, jak wspólnie rozwiązywać trudne sytuacje w pracy, byli bezradni. Nie mieli świadomości, jak można współpracować, aby osiągać cele innych osób, ale też swoje. Podczas naszych zajęć mieli okazję się przekonać, że samodzielne działanie może rozwiązać tylko indywidualne, bieżące potrzeby, a grupowe zmienić całą kulturę organizacji i wzmocnić pracowników jako takich.

Wielokrotnie zdarzało się też, że studenci przyjmowali perspektywę pracodawcy, a nie pracownika. Gdy rozmawialiśmy o umowie o pracę, studenci rezygnowali z niej, argumentując, że to nieopłacalne dla pracodawcy. My wtedy pokazywaliśmy, jakie jest prawo i w jaki sposób chroni obie strony – pracodawcę i pracownika.

Jak przekuć wasze pomysły w systemowe rozwiązanie? Czy chcielibyście, żeby to nie były tylko pojedyncze zajęcia na kilku katedrach, ale żeby to rzeczywiście mogło oddziaływać na wszystkich ludzi?

Marzy się mi, żeby przeformułować podstawy przedsiębiorczości w szkołach albo wprowadzić drugi przedmiot o edukacji pracowniczej. Każda osoba, kończąc edukację obowiązkową, powinna znać swoje obowiązki, podstawowe prawa i wiedzieć, jak tworzyć dobre, kreatywne miejsce pracy – nie w kontekście fizycznym, tylko organizacyjnym. Oczywiście, to duża praca lobbingowa do wykonania, więc staramy się jako środowisko akademickie działać na poszczególnych uniwersytetach. Zdaję sobie sprawę, że to długa ścieżka z trudną pracą polityczną i organiczną do wykonania. Chcemy wykorzystać to, że mówi się teraz o rynku pracownika. Może uda się stworzyć program, z którym można by wchodzić do szkół i techników.

Jak opłacałoby się to przedsiębiorcom i państwu polskiemu?

Znacznie lepszym i bardziej efektywnym pracownikiem jest ktoś, kto utożsamia się z firmą, komu szczerze leży na sercu dobro organizacji. Podmiotowe traktowanie jest podstawą takiego poczucia. Wtedy po prostu chce się działać. Poczucie odpowiedzialności i przywiązanie do miejsca pracy będzie wzmacniało poczucie związku z państwem, jego zarządzaniem, wpływu na swoje otoczenie. To właśnie jest nasz cel, których chcemy realizować: stworzenie świadomego pracownika i obywatela.

Agnieszka Zarzyńska – współtwórczyni programu „Rynek pracy: instrukcja obsługi”

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celu przesyłania informacji o aktualnościach, projektach oraz innych informacji o charakterze marketingowym lub edukacyjnym, na zasadach określonych Polityką Prywatności.

FreshMail.pl
 

Newsletter

Zapisz się do newslettera, by otrzymywać najważniejsze wiadomości od Instytutu Wolności

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celu przesyłania informacji o aktualnościach, projektach oraz innych informacji o charakterze marketingowym lub edukacyjnym, na zasadach określonych Polityką Prywatności.

FreshMail.pl
 

Newsletter

If you wish to sign up for a newsletter, please provide your details

I hereby agree for processing my personal data in order to send information about news, projects and other marketing or educational information, on the terms set out in the Privacy Policy.

FreshMail.pl
 

I hereby agree for processing my personal data in order to send information about news, projects and other marketing or educational information, on the terms set out in the Privacy Policy.

FreshMail.pl
 

Ich erkläre mein Einverständnis zur Verarbeitung meiner persönlichen Daten zum Zweck der Benachrichtigung über aktuelle Dinge,Projekte sowie andere Informationen mit Marketing- oder Bildungscharakter gemäß den Grundsätzen der Datenschutzerklärung.

FreshMail.pl