Made in Poland, czyli co łączy niepodległość z biznesem

Przemysław Antas

Po co nam właściwie biznes made in Poland w dobie globalnej wioski?  Wspominając o tej kategorii, nie powinniśmy myśleć tylko o kraju pochodzenia produktu, ale przede wszystkim o tym, gdzie powstaje wartość i jak zyski z tej wartości są następnie redystrybuowane.

Polish scientists, U.S. Army researchers discuss partnerships U.S. Army RDECOM CC BY 2.0

Marszałek Wellington mawiał, że „armia maszeruje na brzuchu”. Powiedzenie to oznaczało, że żołnierz musi być dobrze zaopatrzony, żeby skutecznie walczyć. Tak było zawsze i tak jest do dzisiaj. Wprawdzie logistyką nie wygrywa się bitew, ale wygrywa się wojny. Pod koniec XVII wieku koszt wystawienia pocztu husarskiego wyceniano na ponad 5000 polskich złotych. Była to równowartość zakupu całej wsi. Bez księdza Wawrzyniaka i bogactwa Wielkopolan nie byłoby udanego powstania na przełomie 1918 i 1919 roku. Przykładów na to, jak silna gospodarka przekładała się na siłę państwa i jej obywateli, także militarną, można by przytoczyć znacznie więcej.

 

ŁAŃCUCH WARTOŚCI

 

A jak jest dzisiaj? Po co nam właściwie biznes made in Poland w dobie globalnej wioski?  Wspominając o tej kategorii, nie powinniśmy myśleć tylko o kraju pochodzenia produktu, ale przede wszystkim o tym, gdzie powstaje wartość i jak zyski z tej wartości są następnie redystrybuowane. W Polsce mamy wiele firm, które produkują na potrzeby przemysłu zagranicznego, np. niemieckiego czy koreańskiego. Nie ulega wątpliwości, że podzespoły do wielu samochodów czy panele LCD produkowane na zachodzie Polski są made in Poland. Niemniej jednak marżowość tych firm jest niska.

Zysk generowany jest u właściciela marki, a nie na zapleczu kooperacyjnym. W łańcuchu wartości największe zyski odnotowuje jego właściciel  oraz właściciel marki (najczęściej to ten sam podmiot). Dostawcy i wytwórcy zyskują najmniej.

 Gdzieś pośrodku są dystrybutorzy. Tak jest na całym świecie – kraj pochodzenia biznesu jest zawsze premiowany. To w centralach firm są najlepiej płatne prace, tam dyskontowane są zyski z wysokich marż. Potężne zyski pozwalają na utrzymywanie centrów badawczo-rozwojowych, centrów kompetencyjnych, rozwijanie marketingu i organizowanie dystrybucji. Co istotne, są także bazą podatkową dla państw. Przy dużej i bogatej bazie można zbierać więcej pieniędzy przy niższych stawkach podatkowych. Duży biznes z kolei potrzebuje państwa – dyplomacji gospodarczej skierowanej na otwieranie nowych rynków (i ochronę przed kapitałem zagranicznym), zabezpieczanie inwestycji zagranicznych czy szlaków handlowych.

 

NARODOWOŚĆ KAPITAŁU

 

Ta współzależność sprawia, że kapitał, wbrew obiegowym opiniom, jednak ma narodowość. Widać to szczególnie podczas kryzysów. AIG (amerykański ubezpieczyciel o globalnym zasięgu) wstrzymał w 2008 roku wszelkie transfery kapitałowe za granicę. Pamiętamy, jak w tym czasie amerykański kapitał został w ciągu godzin „ściągnięty” z giełd zagranicznych. Pamiętamy, jak włoscy pracownicy Fiata protestowali przeciw planom zwiększenia zatrudnienia w fabryce w Tychach. To oczywiste, że firma produkująca samochody prędzej zlikwiduje fabrykę za granicą niż w kraju swojego pochodzenia. Urzędnicy, związki zawodowe czy rodzimi konsumenci nie wybaczyliby innego postępowania.

 

POLSKIE REALIA

 

Jak w tym wszystkim odnajdują się polskie firmy? Największym partnerem gospodarczym Polski są Niemcy – na rynek niemiecki produkujemy najwięcej. Status podwykonawcy niemieckiego przemysłu jest o tyle niebezpieczny, że uzależniamy się od skutków polityki handlowej innego państwa i będziemy ponosili również jej koszty (np. w razie wojny handlowej), a głównym beneficjentem pozostaje ktoś inny – wspomniany wcześniej właściciel łańcucha wartości dodanej oraz właściciel marki.

W razie kryzysu niemiecki podatnik raczej nie będzie skłonny finansować pomocy dla polskich podwykonawców. Będą musieli sobie radzić sami lub poszukać innych kanałów zbytu. Status podwykonawcy jest też o tyle niebezpieczny, że w pewien sposób uzależnia.

Póki umożliwia dobre życie – zapewnione są kontrakty; marże może nie są na tyle wysokie, żeby szybko zakumulować kapitał, ale wystarczające dla stabilnego funkcjonowania.

Znamy również wyjątki od tej reguły – polskie firmy, które wykupiły swoich partnerów czy konkurentów. Przykładem może być spółka Global Cosmed (producent marek własnych kosmetyków i chemii gospodarczej), która w 2014 roku kupiła niemiecką firmę chemiczną Domal Wittol Wasch und Reinigungsmittel. Warto jednak podkreślić, że polski rynek nie sprzyja ekspansji zagranicznej – jest za mały, żeby ją sfinansować, choć wystarczająco duży, żeby utrzymać biznes lokalny na satysfakcjonującym poziomie. Na to wszystko nakłada się bardzo słaby dostęp polskich firm do kapitału. Szczególnie daje się to odczuć w początkowym okresie rozwoju, kiedy firma nie jest jeszcze na tyle duża, żeby zainteresować fundusze private equity lub przeprowadzić udaną emisję publiczną akcji.

 

WYMIERNE KORZYŚCI

 

Po co więc biznes made in Poland? Po pierwsze: po to, żeby rozwój gospodarczy nie  pozostawał dla Polaków w pewnym sensie iluzoryczny. Eksport towarów wyprodukowanych w Polsce przez firmy zagraniczne sprawia, że gros wartości jest transferowanych do krajów pochodzenia kapitału.

Jeżeli Polacy mają dobrze zarabiać w pracach wymagających najwyższych kompetencji, dyskontowanie własności kanałów łańcucha wartości oraz marki musi następować w naszym kraju.

Wysokie marże to większa baza podatkowa, wyższe zarobki oraz większy poziom środków na inwestycje, które można wydać na modernizację armii czy prace badawczo-rozwojowe w sektorze obronnym. Po drugie: dlatego że suwerenności na dłuższą metę nie da się budować na obcym kapitale. Razem z kapitałem zagranicznym pojawiają się wpływy polityczne oraz pewna lojalność przedstawicieli biznesu – każdy, kto pracował w dużej zagranicznej korporacji, wie o „szklanym suficie” dla pracowników lokalnych. Po trzecie zaś: biznes  made in Poland to większa baza polskich miliarderów oraz bardziej zamożna klasa średnia – ludzie, którzy są silniej związani ze swoim krajem niż firmy zagraniczne,  mogą zatem finansować wiele przedsięwzięć (np. na polu kultury czy nauki) i w końcu – ich działania mają większe przełożenie na procesy polityczne. Bez silnego rodzimego biznesu będziemy  mogli co najwyżej kibicować polityce światowej, ale nigdy nie będziemy jej tworzyć.

Przemysław Antas

Ekspert Instytutu Wolności ds. prawa i podatków. Prowadzi własną kancelarię prawną, w przeszłości był menadżerem w międzynarodowej firmie konsultingowej. Absolwent drugiej edycji Szkoły Przywództwa Instytutu Wolności.

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celu przesyłania informacji o aktualnościach, projektach oraz innych informacji o charakterze marketingowym lub edukacyjnym, na zasadach określonych Polityką Prywatności.

FreshMail.pl
 

Newsletter

Zapisz się do newslettera, by otrzymywać najważniejsze wiadomości od Instytutu Wolności

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celu przesyłania informacji o aktualnościach, projektach oraz innych informacji o charakterze marketingowym lub edukacyjnym, na zasadach określonych Polityką Prywatności.

FreshMail.pl
 

Newsletter

If you wish to sign up for a newsletter, please provide your details

I hereby agree for processing my personal data in order to send information about news, projects and other marketing or educational information, on the terms set out in the Privacy Policy.

FreshMail.pl
 

I hereby agree for processing my personal data in order to send information about news, projects and other marketing or educational information, on the terms set out in the Privacy Policy.

FreshMail.pl
 

Ich erkläre mein Einverständnis zur Verarbeitung meiner persönlichen Daten zum Zweck der Benachrichtigung über aktuelle Dinge,Projekte sowie andere Informationen mit Marketing- oder Bildungscharakter gemäß den Grundsätzen der Datenschutzerklärung.

FreshMail.pl