ANDREW A. MICHTA

Jeśli prognozy demograficzne się sprawdzą, Sojusz Pólnocnoatlantycki  czekają jeszcze większe kłopoty, niż nam się wydawało.

 

Do szczytu NATO w Warszawie został miesiąc, ale wydarzenie to w Stanach Zjednoczonych przechodzi niemal bez echa, poza oficjalnymi kanałami rządowymi i wojskowymi oraz specjalistycznymi programami realizowanymi przez działające w Waszyngtonie think-tanki. Temat NATO pojawia się oczywiście tu i ówdzie w amerykańskich raportach na temat kryzysu w Europie, jest też poruszany w wystąpieniach Clinton i Trumpa w ramach kampanii prezydenckiej. Rzadko jednak kwestie NATO wybrzmiewają głośniej.

 

Winę za to zaniedbanie można przypisać ogólnemu spadkowi znaczenia wizji „transatlantyckości” podczas kadencji Obamy. Albo może jest to objaw poważniejszego kryzysu tożsamości sojuszu, który po zimnej wojnie nabrał charakteru organizacji bezpieczeństwa. Niezależnie od przyczyny zasadniczym pytaniem, na jakie musi dziś odpowiedzieć NATO, jest to, czy faktycznie jest w stanie stawić czoła ponownie rosnącej w siłę Rosji. Być może najważniejszą przeszkodą w osiągnięciu tego celu jest brak konsensusu między udającymi się do Polski liderami NATO co do tego, jakie są główne zagrożenia dla sojuszu.

 

W ciągu ubiegłej dekady obserwatorzy wydarzeń w NATO koncentrowali się na kwestii niezwykle skromnych budżetów obronnych oraz możliwościach szkoleniowych i bojowych, jakie można nabyć za takie środki.

 

Jednak na kształt i Europy i Stanów Zjednoczonych wpływa obecnie inny, bardzo poważny trend: zmiany demograficzne zachodzące po obu stronach Atlantyku.

 

Trendy demograficzne nie tylko przeniosły środek ciężkości z perspektywy eurocentrycznej, lecz również doprowadziły do transformacji etniczno-kulturowej, która każe nam poważnie zastanowić się nad tym, jakie wspólne wartości będą w kolejnych latach przyświecać Europie i Stanom Zjednoczonym.  Dodatkowym, ale mniej palącym problemem dla sztabowców wojskowych jest to, czy w kolejnych dziesięcioleciach państwa członkowskie NATO będą w stanie wystawić wystarczającą ilość rekrutów w wieku poborowym w ramach swoich czysto ochotniczych formacji wojskowych, o ile oczywiście rządy będą skłonne przeznaczyć na obronę wystarczające środki.

 

Obecne trendy demograficzne, różne w Europie i Stanach Zjednoczonych, zarówno pod względem wskaźnika urodzeń, jak i przepływów migracyjnych, rysują mało optymistyczny obraz realizacji przyszłych potrzeb kadrowych sojuszu.  Zgodnie z dokumentem UN World Population Project 2015 Revisions łączna liczba mieszkańców Europy i Ameryki Północnej zmieni się odpowiednio z 738 i 358 mln w 2015 r. na 707 i 433 mln w roku 2050. Regionem o najszybciej rosnącej liczbie mieszkańców pozostanie w tym czasie Afryka, natomiast w wielu krajach – głównie europejskich – do roku 2050 liczba mieszkańców spadnie o ponad 15%. Dzietność we wszystkich krajach europejskich jest obecnie poniżej poziomu zapewniającego pełną zastępowalność pokoleń w dłuższej perspektywie (około 2,1 dziecka na kobietę), a w większości przypadków jest tak już od kilku dekad. Ogólna dzietność w Europie ma wzrosnąć z 1,6 dziecka na kobietę w latach 2010–2015 do 1,8 w latach 2045–2050, jednak wzrost ten niemal na pewno nie zrekompensuje ogólnego spadku liczby mieszkańców. Jednocześnie analiza ONZ przewiduje, że większa część wzrostu liczby ludności w latach 2015–2050 przypadać będzie na dziewięć krajów spoza Europy, w tym na Stany Zjednoczone.

 

Najważniejsza dla przyszłości NATO jest przewidywana różnica między wskaźnikiem urodzeń w krajach o wysokim dochodzie a wskaźnikiem przewidywanego napływu imigrantów. Ponieważ dzietność we wszystkich państwach europejskich osiąga obecnie poziom, który nie zapewnia pełnej zastępowalności pokoleń, bilans migracji netto będzie ważnym czynnikiem odpowiadającym za wzrost liczby ludności w Europie. Pomiędzy rokiem 2015 a 2050 bilans migracji netto ma stanowić 82% wzrostu liczby mieszkańców w krajach o wysokich dochodach. O ile napływający imigranci wystarczająco silnie nie zakorzenią się w Europie, należy wątpić, czy europejscy sojusznicy w ramach NATO będą w stanie wystawić wystarczająco liczne jednostki swych ochotniczych sił zbrojnych.

 

Należy wreszcie wspomnieć, że nie rozwiązano problemu coraz szybszego starzenia się społeczeństwa w Europie, który będzie czynnikiem kształtującym liczebność sił zbrojnych kontynentu w nadchodzących latach. W niektórych krajach trendy te mogą w ogóle postawić pod znakiem zapytania możliwość wystawienia stanowiących realną siłę wojsk.

 

Zgodnie z danymi ONZ w roku 2015 na całym świecie było 901 mln ludzi w wieku co najmniej sześćdziesięciu lat, co stanowiło 12 procent globalnej populacji. Liczba osób w tym wieku rośnie w tempie 3,26 procent rocznie. Obecnie najwyższy odsetek osób w wieku co najmniej sześćdziesięciu lat występuje w Europie (24%). To właśnie ta różnica między przyszłą charakterystyką wiekową rekrutów w Stanach Zjednoczonych i Europie zasługuje na szczególną uwagę. Wskaźnikiem starzenia się społeczeństwa jest mediana wieku ludności, tzn. wiek, który dzieli populację na dwie równe części. Globalna mediana wieku ludności wzrośnie w latach 2015–2050 z 30 do 36 lat, a następnie do 42 lat w roku 2100. Mediana wieku ludności jest wyższa w państwach lub regionach, w których przez dłuższy czas utrzymywał się niski wskaźnik dzietności. Europa ma dziś najstarszą populację, z medianą wieku w 2015 r. na poziomie 42 lat, która w 2050 r. ma osiągnąć 46 lat, a w 2100 r. – 47 lat. Tylko w czterech państwach europejskich odnotowano poziom dzietności powyżej wskaźnika zastępowalności w okresie dowolnych pięciu lat od 1990–1995 r. do dziś. Wynika z tego – przy założeniu, że obecne trendy się utrzymają – iż w latach 2015–2050 mediana wieku ludności na przykład w Niemczech wzrośnie z 46,2 do 51,4.

 

W sytuacji gdy NATO stara się odpowiadać na konflikty w tradycyjnej formie międzypaństwowej, staje się coraz mniej prawdopodobne, by obecna struktura osobowa – dostosowana do doktryny ekspedycyjnej (ang. „out of area”) obowiązującej w latach 90. XX wieku i doktryny COIN (przeciwpowstańczej) w ostatnich 15 latach – okazała się wydajna, nawet jeśli założymy stały postęp w dziedzinie technologii uzbrojenia. Pod koniec zimnej wojny Stany Zjednoczone posiadały 2,2 mln żołnierzy, a ich europejscy sojusznicy w ramach NATO dysponowali siłami liczącymi ogółem 3,5 mln żołnierzy, czyli około 60 procent więcej niż siły USA. U szczytu zimnej wojny Stany Zjednoczone utrzymywały w Europie wojska w sile około 400 tys., realizując scenariusze mające stanowić gwarancję wypełnienia zobowiązań do obrony wynikających z artykułu 5. Stany Zjednoczone uzyskały znaczną pomoc od swoich sojuszników, którzy, pomimo że ich wydatki na obronność liczone jako procent PKB pozostawały w tyle za amerykańskimi, wystawili niemal połowę możliwej do wystawienia w boju liczby wojsk w ramach NATO. Siła Europy w latach zimnej wojny wynikała z poboru – całkowicie ochotnicze siły zbrojne posiadały tylko Stany Zjednoczone i Wielka Brytania. W tym czasie główną misją NATO była obrona terytorium Europy. Dwie tendencje, które charakteryzowały zdolności wojskowe NATO od tego czasu, to niemal powszechne przejście na ochotnicze, zawodowe siły zbrojne oraz przyspieszenie procesu zmniejszania ich liczebności. Dziś europejscy sojusznicy mają do dyspozycji jednostki zbyt małe i zbyt drogie pod względem kosztów osobowych, by sprostać pojawiającym się znów na horyzoncie konfliktom międzypaństwowym, jakim być może NATO będzie musiało stawić czoła. Przewidywane trendy populacyjne w Europie sprawiają, że wyzwanie to będzie w przyszłości jeszcze trudniejsze.

 

Na spójność Sojuszu wpływ wywiera jedna istotna kwestia – rosnące różnice kulturowe między USA a Europą, które wynikają z zasadniczo różnych procesów migracyjnych. Charakter migracji do USA i Europy w ostatnich czterdziestu latach – w pierwszym przypadku imigrantami są przede wszystkim katolicy i Latynosi, a w drugim – coraz większa liczba muzułmanów z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej – będzie w dalszym w ciągu pogłębiał różnice między tymi dwoma ośrodkami Zachodu. Linie podziału wewnątrz kultury transatlantyckiej nie będą już przebiegać według schematu postmodernistyczna Europa a przekonana o swojej wyjątkowości Ameryka. Biorąc pod uwagę kierunek zmian kulturowych, należy zadać sobie pytanie, czy nasze demokracje będą mogły i chciały wspierać się wzajemnie?

 

Trendy oczywiście nie zawsze zachowują się w sposób przewidywalny, jednak ogólny kierunek, jaki w chwili obecnej kreślą, jest mimo wszystko niepokojący. W przeddzień szczytu w Warszawie przed NATO jako sojuszem stoją niełatwe wybory, nie tylko ze względu na chroniczne niedofinansowanie wojska w Europie, lecz coraz bardziej dlatego, że jego członkowie zmierzają w odmiennych demograficznych i kulturowych kierunkach.


Andrew A. Michta jest profesorem w dziedzinie bezpieczeństwa narodowego w akademii wojskowej U.S. Naval War College i członkiem nadzwyczajnym (adjunct fellow) Centrum Badań Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS). Niniejszy tekst wyraża jego osobiste poglądy.


 

 Artykuł ukazał się pierwotnie w The American Interest.

 Fot: UD/Frode Overland Andersen, CC BY-ND 2.0.

POKAŻ STARSZE naciśnij SHIFT by załadować wszystko POKAŻ WSZYSTKIE

Partnerzy Szkoły Przywództwa

Partnerzy wspierający

 

Partnerzy pomocniczny

Partnerzy